Gazeta Wyborcza, luty 1997

Huk a potem cisza
WAŁBRZYCH. Pożar w budynku Filharmonii Sudeckiej

Usłyszałam huk, z okien na drugim piętrze wyleciały szyby. Na ulicy pełno było gryzącego dymu - opowiada nam wałbrzyszanka, świadek wybuchu.
Wczoraj tuż po godzinie 11.00 w samym centrum Wałbrzycha wybuchł pożar. Jedna osoba została poparzona, jedenaście innych odwieziono do szpitala z objawami zatrucia i w szoku.
- Strażacy i pogotowie przyjechali natychmiast - kontynuuje wałbrzyszanka. - Wynieśli z budynku zakrwawioną, poparzoną kobietę. Ludzie z wyższych pięter wołali o pomoc.
Kłęby dymu unosiły się z okien na drugim piętrze kamienicy przy ul. Słowackiego. - To na pewno gaz - wyrokuje mężczyzna z wąsami. - Najpierw był huk, potem cisza, pełno dymu i ogień. - Pewnie rury mieli nieszczelne - przytakuje jego kolega.
Błyskawicznie przyjechał strażacki wóz z drabiną i pogotowie energetyczne. Strażacy wyprowadzili ludzi z najwyższych pięter.
- Według naszych ustaleń, rozerwany został piec centralnego ogrzewania - powiedział "Gazecie" kapitan Wojciech Miś z Komendy Wojewódzkiej Państwowej Straży Pożarnej w Wałbrzychu. - Spalił się korytarzyk i jedno z mieszkań. Wśród odwiezionych do szpitala znalazło się pięcioro dzieci.
- Ich życie nie jest zagrożone - poinformowano nas w Szpitalu Dziecięcym. Trzy osoby, które trafiły do Szpitala Zespolonego, też czują się dobrze. Dowieziona do szpitala mieszkznka kamienicy ma poparzoną twarz i obie ręce. Była przytomna i rozmawiała. Zdaniem lekarzy jej stan na razie jest zadawalający, ale może ulec zmianie.

Bartłomiej Dwornik


« powrót do archiwum


wszystko o mediach: Reporterzy.info - media i dziennikarstwo