Gazeta Wyborcza, czerwiec 1997

Weekend
"Słowika" grają w niedzielę, 15 czerwca, godz. 12.30

Pełne aluzji trele słowika
Premiera Teatru Lalek w Wałbrzychu
Wałbrzyski "Słowik" nie jest zwyczajną opowieścią o chińskim cesarzu i słowiku. Reżyser Eugeniusz Koterla zarówno formą, jak i samą treścią przedstawienia skłania odbiorców do nieco większego wysiłku, niż bierna obserwacja i oklaski na koniec. Z wątkiem baśniowym przeplatają się aluzje polityczne, a przede wszystkim protest przeciwko zalewającej nas, komercyjnej kulturze masowej. Tytułowy słowik, kreowany przez Bożenę Olizarowicz, niczym ambitna i dojrzała sztuka wypierany jest z cesarskiego dworu przez bezdusznego, mechanicznego ptaka - produkt nowoczesnej, japońskiej techniki, który wprawdzie potrafi "zaśpiewać" tylko jedną i do tego nieziemsko prymitywną pisenkę, ale za to jest ze złota, nie grymasi i nie woła, żeby wypuścić go z klatki. Na nic zdają się protesty i próby interwencji europejskiego Podróżnika - w tę postać wcieliła się Małgorzata Dwornik. - Ty nie jesteś stąd. Nie znasz się - zdają się odpowiadać swoją postawą Damy Dworu - Iwona Myślak, Danuta Urban i Barbara Ziółkowska.
Na scenie dominują chciwość, egoizm i brak wrażliwości na piękno. Wiesław Lipiński jako chiński cesarz pozwala swoim doradcom - lizusowatym, ale obłudnym Zausznikom, granym przez Dariusza Rosanowskiego i Marka Urbana - myśleć za siebie. Dba jedynie o własne przyjemności, choćby kosztem uczuć innych. Jak to zwykle w życiu bywa, opamiętanie i refleksje przychodzą za późno, na łożu śmierci. Jednak kostucha - Barbara Ziółkowska - jak niesforny dzieciak ugina się pod niewidzialną, mistyczną siłą szarego, niedocenianego Słowika. Odchodzi. Czyżby prawdziwe piękno było nieśmiertelne? Być może. Reżyser i aktorzy pozostawiają publiczność w niepewności. Odpowiedź na to pytanie każdy powinien odnaleźć wewnątrz siebie.
BARD

« powrót do archiwum


wszystko o mediach: Reporterzy.info - media i dziennikarstwo