Gazeta Wyborcza, czerwiec 1997

Górnicy stracili cierpliwość.
WAŁBRZYCH. Protest w kopalni barytu
Zdesperowani górnicy jedynej w Polsce kopalni barytu w Boguszowie oświadczyli wczoraj późnym popołudniem wałbrzyskiemu wicewojewodzie, że o 22.00 zajeżdżają na dół. I nie wyjadą, póki nie dostaną zaległych wypłat.
Górnicy rano zaczęli od pikiety Urzędu, potem zdecydowali się na okupację sali koferencyjnej.
- Zostajemy do oporu - zapowiadał rankiem Franciszek Koczerga, przewodniczący komisji zakładowej "S" w boguszowskim barycie. - Posiedzimy może i całą noc.
Zanim doszło do okupacji, górnicy rozmawiali o sytuacji kopalni z przedstawicielami Urzędu Wojewódzkiego - Henrykiem Turkoszem, dyrektorem biura do spraw restrukturyzcji i wicewojewodą Wacławem Dziendzielem. W rozmowach uczestniczył również Józef Gruszka, prezes Fundacji Regionu Wałbrzyskiego, która dwa lata temu kupiła baryt z licytacji, żeby ratować miejsca pracy. Fundacja ma w kopalni 99 procent udziałów, jeden procent należy do wojewody.
Podczas rozmów jednen z górników nie zdzierżył i opuścił salę konferencyjną.
- Nerwowo nie wytrzymałem - wyjaśnił - Od dwóch miesięcy nie mam na chleb, i nie wiadomo czy dostanę.
- W połowie czerwca minął termin wypłat - wyjaśnił inny - Za kwiecień zapłacili nam w maju, po 390 każdemu. Za maj pieniędzy nie dostaliśmy. Jesteśmy półtora wypłaty do tyłu. Warunki w kopalni są tragiczne. Sanepid zamknął zakład miesiąc temu, bo nie ma wody i prądu. Kopalnia nic nie wydobywa. Funkcjonujemy na wariackich papierach, trzeba chodzić kilometr, żeby się umyć. Pieniędzy nie ma na nic, nie ma zasiłków chorobowych, ani socjalnych. Podobno było zamówienie na 200 ton białego barytu, ale za grosze nikt nie będzie pracował. W kopalni w Boguszowie pracuje 50 górników, 12 już dostało wypowiedzenia. Wojewoda obiecał, że pomoże im znaleźć pracę.
- Żona pracuje, pożyczam od teściowej, od matki, tylko jak mam im wytłumaczyć, że chodzę codziennie do pracy, a nie mam za to pieniędzy? - pytał z desperacją kolejny górnik.
- Będziemy rozmawiać z parlamentarzystami w sprawie wniosku do Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych - obiecał wicewojewoda Dziendziel.
- Historia zatoczyła koło - podsumował obecny podczas rozmów Zbigniew Senkowski, szef wałbrzyskiej delegatury "S' - Decyzje, czy chcemy uratować polski baryt, czy nie, są potrzebne od 3 lat. Jeśli chcemy, potrzebne jest embargo na baryt z zagranicy - przekonywał.
Pierwszy strajk w barycie był w '93. Górnicy mówili wtedy, że albo trzeba kopalnię zaorać, albo znaleźć rozwiązanie. Na przełomie 94/95 kopalnia dostała z budżetu 20 mld zł, aby w ciągu trzech miesięcy rozpocząć proces upadłości. Górnicy dostali zaległe pieniądze, ale nie udało się postawić zakładu na nogi. Chętnych do kupna też nie było, więc Fundacja Regionu Wałbrzyskiego, wojewoda i gmina Boguszów Gorce zawiązały spółkę i kupiły kopalnię za 9 mld starych złotych.
- Ale Polska Nafta nie kupowała u nas - opowiada Józef Gruszka, prezes Fundacji - więc nie mieliśmy pieniędzy na fumkcjonowanie. Zakład chcieli kupić Niemcy, za 5 mln złotych, ale nie udało im się zebrać takiej kwoty.
Zdaniem Gruszki najlepszym wyjściem z barytowego pata jest likwidacja. Dla zakładu nie ma ratunku. Pytanie tylko, co powstanie w jego miejsce, żeby ludzie mieli pracę.
BARTŁOMIEJ DWORNIK--> 18 czerwca 1997
ELŻBIETA MOSINGIEWICZ

« powrót do archiwum


wszystko o mediach: Reporterzy.info - media i dziennikarstwo