Gazeta Wyborcza, lipiec 1997

Lew ze Szczygła
WAŁBRZYSKIE. Ciężki sprzęt się nie sprawdził
Brygadier Zbigniew Szczygieł będzie walczył jak lew, żeby u wałbrzyskich strażaków zostało 20 pomp, które na powódź przyjechały z Warszawy. Telefony komórkowe mogą wracać.
Zbigniew Szczygieł, zastępca komendanta wojewódzkiego Państwowej Straży Pożarnej, przyznał wczoraj, że podczas akcji zawodziła łączność, a ciężki sprzęt ratowniczy nie sprawdził się w terenach górskich.
ź Przywieźliśmy ze sobą sprzęt, który w tutejszych warunkach jest zupełnie nieprzydatny ź opowiadał bryg. Jacek Bielenia, szef 150śosobowego batalionu strażaków z Warszawy. ź Telefony komórkowe, które znakomicie się sprawują w Warszawie, też zawodziły.
St. kapitan Andrzej Marzenda stwierdził, że ludzie nie są zupełnie przygotowani do obrony przed wielką wodą. ź Ale w której szkole, na przysposobieniu obronnym uczą choćby podstawowych znaków informacyjnych dla śmigłowców, albo zachowania podczas powodzi? ź pytał retorycznie Marzenda. -Kiedyś uczyliśmy się tylko okopywać i bronić przed wybuchem atomowym.
Wałbrzyscy strażacy są od czterech tygodni nieprzerwanie w gotowości bojowej. ź W tej chwili zajmujemy się głównie usuwaniem skutków powodzi ź poinformował brygadier Szczygieł. Tam, gdzie woda już opadła, strażacy wypompowują wodę z piwnic i odkażają studnie. Najwięcej roboty jest w rejonie Dobromierza, Bielawy i Mościska. W każdej chwili mogą wkroczyć do akcji w Czarnym Borze i Starych Bogaczowicach.
ź Nikt nie wiedział dokładnie, którędy pójdzie druga fala ź przyznał brygadier Szczygieł. ź Najtrudniejsza sytuacja była na Bystrzycy, Strzegomce, Pełcznicy i Nysie Szalonej. Do poniedziałku ratowaliśmy ludzi z okolicznych miejscowości. W sumie ewakuowaliśmy ponad 3 tys. osób.
Brtłomiej Dwornik

« powrót do archiwum


wszystko o mediach: Reporterzy.info - media i dziennikarstwo