Gazeta Wyborcza, lipiec 1997

Stan zagrożenia
WAŁBRZYSKIE. Woda zalala Kotlinę Kłodzką.
Żółta spieniona woda rwie ulicami Kłodzka. Z brzegów wystąpiła płynąca przez miasto Nysa Kłodzka. Wezbrały też wszystkie potoki i rzeki w Wałbrzyskiem. Uliczkami Wilkanowa, małej wsi koło Bystrzycy Kłodzkiej, płynęły wczoraj krowy, psy i świnie.
Ludzie na dachach Wilkanowa, Ołdrzychowic, wczasowego Międzygórza czekali na zmiłowanie boskie i pomoc strażaków i żołnierzy. Połowa ulic w Miedzygórzu już właściwie nie istnieje. - Spłynęły z asfaltem - mówią strażacy - Międzygórze wygląda jak po działaniach wojennych.
- Do tej pory - poinformował nas póżnym popołudniem kapitan Wojciech Miś z Komendy Wojewódzkiej Straży Pożarnych w Wałbrzychu - ewakuowaliśmy 2000 tysiące ludzi. W Kotlinie pracuje 220 strażaków, 40 żołnierzy. Więcej ludzi na razie nie mamy. Ci, co są, robią co mogą.
Strażacy w Wałbzryskiem w stanie pogotowia byli już od 21.00 w niedzielę. Mieszkańcy Kłodzka i Kotliny dopiero wczoraj rano spostrzegli, że coś jest nie tak.
- Pani. Wychodzę o siódmej z psem na spacer, patrzę, wody na ulicy po kostki - ekscytuje się starszy pan.
Razem z naszym fotoreporterem Mietkiem Michalakiem próbujemy dostać się przez Kłodzko do Lądka. Na moście zatrzymuje nas policja. Droga odcięta przez wodę. Zalany dworzec autobusowy w centrum miasta. Jakiś mężczyzna biega gorączkowo i szuka tesciowej. - Miała teraz przyjechac autobusem z Legnicy. Taka starsza pani. - denerwuje się. - Panie - woła policjant - Nie leź pan tam. Nie widzisz, że woda.?
- Przez most nie można - zawraca nas z innego mostu kolejny policjant - Zaraz może się przerwać. Idźcie naokoło.
- Panie - podbiega do policjanta jakiś starszy mężczyzna - koło hotelu gaz się ulatnia. Może być nieszczęscie.
Jak się potem dowiadujemy, gaz ulatnia się w wielu miejscach Kłodzka.
Przy kompletnie zalanym placu Grottgera jakaś rodzina spuszcza na wodę łódkę. Chcą dostać się do domu po dobytek. Byli w pracy "kiedy się zaczęło". Łódkę pożyczyli od znajomego.
Przy urwanej i zalanej kładce przy ul. Wodnej jacyś młodzi ludzie pompują ponton. - Usiłujemy dostać się do naszej firmy. Tam jest sprzęt komputerowy za miliard starych złotych. Przy okazji może komuś pomożemy.- wyjasnia jeden z nich. Ma fachowe przygotowanie. Kilka lat był zawodowym strażakiem.
W centrum Kłodzka jacyś starsi państwo na próżno próbują dostać się na ulicę Moniuszki. - Tam jest córka. W tym zalanym domu, z wnuczkiem - rozpacza kobieta i pokazuje pręką dom zanurzony w wodzie prawie do wysokości pierwszego piętra- Ani mleka nie ma dla małego ani nic. Zakupy jej zrobiłam. Boże, Boże.
- Chodź - pogania ją mąż - spróbujemy jeszcze z tamtej strony.
Po zalanych ulicach plącza się samopas dzieci. Brodzą w wodzie, która często sięga im do piersi. Nikt ich nie pilnuje. Bawią się świetnie.
W Wilkanowie, koło Bystrzycy Kłodzkiej ludzie wiadrami wylewają wodę z domów.
W Ołdrzychowicach, bliżej Kłodzka odpłynął stalowy most.
- Ale ja się nie boję. Mieszkam na górce - stwierdza spokojnie pan Krzysztof z Ołdzychowic. - Nawet jakby tamę przerwało, to nic mi nie grozi.
W innym ołdrzychowickim domu popłoch - Ewakuujemy się, wszystko wynosimy i nie mamy czasu rozmawiać - zbywa nas mężczyzna, ktory z calą rodziną wynosi do samochodu z mieszkania, co się da.
- Woda dochodzi do okien na parterze - panikuje innych mieszkaniec Ołdrzychowic.- Zamiast ulicy jest jeden rwący potok.
Od 4.00 rano kilka osób siedziało na dachu jednego z ołdrzychowickich domów. Czekali na pomoc , ale do południa bezskutecznie. - Nie mogliśmy skorzystać wypożyczonego z Jeleniej Góry helikoptera, bo mgła była za gęsta - wyjaśniał około południa kapitan Wojciech Miś. Jednak już po południu rodzinę udało się uratować. Sciągnięrto ich z dachów do pontonów.
- Mamy wodę w piwnicy, sąsiedzi już pływają - gorączkuje się pani Janina z Ołdrzychowic. Inna martwi się o sasiadów - Ich domek stoi na wyspie, a to dwoje starszych ludzi - niepokoi się.
- Jak pęknie tama, to jesteśmy zgubieni - rozpacza pani młoda kobieta - Trzeba się modlić.
- Koło 14.00 widziałem w Żelaznej żołnierza, który utkwił na dachu - opowiada Krzysztof. - Chyba tylko terenowe samochody mogłby się do niego przedrzeć.
ELŻBIETA MOSINGIEWICZ, GRZEGORZ PIECHOTA, MAŁGORZATA LORENS, BARTŁOMIEJ DWORNIK--> 8 lipca 1997

« powrót do archiwum


wszystko o mediach: Reporterzy.info - media i dziennikarstwo