Gazeta Wyborcza, lipiec 1997

Koleje losu
POCIĄGI. Bez szczęścia ani rusz
Pociąg z Przemyśla do Wrocławia z przyczyn powodzi kończy bieg w Katowicach - wypranym z emocji głosem informowała o 15.40 (kilka minut przed odjazdem) spikerka na katowickim dworcu. - Proszę spróbować tym o 16.23 - radzi mężczyzna w informacji. - Może pojedzie.
Aby wydostać się w ubiegłą środę z Katowic w kierunku Wrocławia trzeba było mieć nieprzeciętne szczęście, albo wykazać się anielską cierpliwością. Podróżny, korzystający z usług PKP nie ma przeważnie ani jednego, ani drugiego.
Informacja kolejowa na stacji polegała na mglistych stwierdzeniach, że być może następny pociąg zostanie przepuszczony dalej, niż sięga wzrok z peronu drugiego. Nie było wiadomo nic oprócz tego, że jeśli jakiś pociąg pojedzie, to trasą okrężną przez Kluczbork i Oleśnicę. - Jak tylko coś będzie pewne, dowiem się pierwszy - zapewniał pan siedzący za pancerną szybą z dużym napisem "Informacja". Do podróżnych niespecjalnie trafiała taka argumentacja. - Zaraz tam dopiszę "Dez" - irytował się chłopak, koczujący na dworcu od kilku godzin. - Mogła pani pojechać Frankfurtem o 15.09 - wyjaśniał informator kobiecie przy okienku. - Świetny pomysł, tylko że przyjechałam tu o 15.10 - denerwowała się "poinformowana".
Kiedy na stację wjechał kolejny pociąg do Wrocławia, spikerka spokojnie poinformowała, że skończy bieg w Gliwicach. Kiedy jednak wszyscy podróżujący z Przemyśla karnie i bez zdenerwowania wysiedli na peron, pasażerowie z Katowic zaczęli upiększać wypowiedzi niezbyt cenzuralnymi dodatkami. - Przecież musieli wiedzieć już w Przemyślu, że dojadą tylko tutaj - mówił zdenerwowany mężczyzna w krawacie. - Tylko dlaczego my się dowiadujemy dopiero jak pociąg wjeżdża do Katowic.
Dopiero po 19.00 cierpliwość tych, którzy dotrwali została nagrodzona. Z półgodzinnym opóźnieniem wtoczył się na stację trzeci już tego dnia pociąg z Przemyśla. Wszyscy z zapartym tchem czekali na głos z megafonów... "Pociąg pospieszny do... Wrocławia". Podróżni rzucili się do drzwi. Nie zostało ich wielu. Większość postanowiła spróbować następnego dnia. - O k...! - krzyknął nagle chłopak stojący przed tablicą ogłoszeniową na szarym końcu drugiego peronu. Wśród setek karteluszków wisiała mała karteczka ze środową datą i nagłówkiem "Wykaz pociągów odwołanych."
Bartłomiej Dwornik

« powrót do archiwum


wszystko o mediach: Reporterzy.info - media i dziennikarstwo