Gazeta Wyborcza, sierpień 1997

Jak tama się wodzie oparła
MIĘDZYGÓRZE. Czy w zimie będzie lodowisko

- Gdyby zapora nie wytrzymała, zmyło by całkowicie Wilkanów i Bystrzycę Kłodzką - twierdzi Jan Ulański, od 17 lat piastujący urząd kierownika i strażnika zapory w Międzygórzu. - Przez jeden dzień zbiornik przyjął tyle wody, co normalnie przez miesiąc.
Tamę w Międzygórzu Niemcy zaczęli budować w 1905 roku, skończyli trzy lata później. Przed wodą strzeże okolicznych miejscowości blisko 27-metrowy mur z kamieni i betonu. Zbiornik może pomieścić 860 tys. metrów sześc. wody.
Walka z powodzią musiała jednak odcisnąć piętno na wiekowej budowli. - Poziom wody o ponad metr przekraczał koronę zapory - wspomina Ulański. - Zniszczone są urządzenia pomiarowe, kraty przepływowe są całkowicie zamulone, powstało dziesięć tzw. wysiąków, ale na szczęście drobnych. Pod takim naporem nie miała prawa wytrzymać - przyznaje Ulański. - Ale dzięki Niemcom i remontowi z 1983 wytrzymała.
Przy tamie pracuje ogromna koparka. Usuwa kamienie przyniesione przez wielką wodę, która przelała się przez zaporę. Dalej zniszczenia są jeszcze poważniejsze - zerwany most w kierunku Wilkanowa i podmyty ośrodek wypoczynkowy Słowik, któremu woda zabrała całą ścianę. Jednak najwięcej pracy jest w samym zbiorniku, w którym rzeka Wilczka pozostawiła niemal wszystko, co przyniosła. Po brudnej wodzie pływa ściółka z podmytych lasów i połamane gałęzie. Dookoła zalegają tony przyniesionego przez rzekę mułu i błota. - Te wszystkie śmieci zatykają kratki chroniące kanały pod tamą - martwi się Ulański. - Trzeba to jak najszybciej uprzątnąć, bo jeśli w zimie nie będzie przepływu, zrobi się ogromne lodowisko.
Przy uprzątaniu zbiornika, a szczególnie umieszczonych pod zaporą tzw. kanałów dennych pomagają nurkowie z Wrocławia. - Wyciągamy konary z kanałów i czyścimy lustro wody - opowiada Artur Englard, odpowiedzialny za sprzęt. - Tu może być cztery, pięć metrów głębokości - mówi pokazując na miejsce, gdzie zszedł pod wodę jeden z jego kolegów. - Trzeba jednak nurkować na uwięzi, żeby prąd nie wciągnął człowieka pod tamę.
Wrocławscy nurkowie pracują w Międzygórzu już od dwóch tygodni. Sami nie wiedzą, ile im zajmie całkowite udrożnienie kanałów przepływowych. - Wszystko zależy od tego, co będzie nieść rzeka - wyjaśnia Englard. - Możemy skończyć dzisiaj, ale równie dobrze za dwa tygodnie.
- Było by znacznie szybciej, gdyby śmieci były zbierane przez maszyny - przyznaje Ulański. - Ale wszędzie dookoła są tereny prywatne, a właściciele nie chcą pozwolić, żeby przez ich posesje jeździł ciężki sprzęt, a ci, którzy się zgodzą chcą ogromnych odszkodowań - irytuje się. - Gdyby rząd wprowadził stan wyjątkowy byłoby zupełnie inaczej. Ale o zaporę to już się teraz nie boję. Jak wytrzymała taką wodę, to wytrzyma wszystko.

Bartłomiej Dwornik

« powrót do archiwum


wszystko o mediach: Reporterzy.info - media i dziennikarstwo