Gazeta Wyborcza, wrzesień 1997

Puste wąwozy
IDZIEMY CZERWONYM SZLAKIEM. Z Paczkowa do Złotego Stoku

Czerwony szlak biegnący przez Sudety, zwany także Główną Drogą Sudecką ma swój początek na stacji PKP w Paczkowie w Opolskiem. Właśnie stąd, wspólnie z Pawłem Kułaczem, objuczonym sprzętem fotograficznym, ruszyliśmy na podbój górskich dróg i bezdroży.
Do Paczkowa dotarliśmy późnym popołudniem. Pierwszy odcinek postanowiliśmy zakończyć następnego dnia w oddalonym o około 30 km Lądku Zdroju, dlatego pierwszym celem było miejscowe schronisko młodzieżowe, mieszczące się na ostatnim piętrze ogromnego gmachu dawnego klasztoru, obecnie szkoły. Zostaliśmy przyjęci niezmiernie ciepło i radośnie - byliśmy pierwszymi turystami od czasu powodzi, czyli od blisko miesiąca.
W Paczkowie uderzyła nas od razu mnogość zieleni i specyficzna atmosfera, którą miasto, a zwłaszcza jego centrum zawdzięcza znakomicie utrzymanym murom obronnym i budowlom pamiętającym czasy średniowiecza, renesansu i baroku. Nas zainteresował najbardziej dom, w którym podobno w zamierzchłej przeszłości mieszkał miejscowy kat, ale niestety dom okazał się zamieszkany. Poza walorami historycznymi Paczków jest niezłą bazą wypadową w Kotlinę Kłodzką, a miłośnicy wody mają stąd niedaleko nad Jezioro Otmuchowskie.
We wtorek rano musieliśmy z żalem opuścić Paczków. Dociązyliśmy nasze placaki kilkoma kilogramami prowiantu i z zapałem podązylismy w stronę widniejących na horyzoncie Złotego Wzgórza (253m) i Owsianki (266m). Początkoto czuliśmy się nieco rozczarowani - przez ponad 10 kilometrów, do Złotego Stoku świecący pustkami szlak prowadził wiejską drogą, oszczędzając nam morderczych podejść i karkołomnych zejść. Dopiero za Złotym Stokiem mogliśmy się wykazać - weszliśmy w Góry Bardzkie. Od razu zostaliśmy poddani ciężkiej próbie - delikatne, kilkukilometrowe podejście Złotym Jarem, wzdłuż Złotego Potoku zamieniło się nagle w mrożącą krew w żyłach dróżkę na Trzeboń (713m). Na szczycie dołączył szlak zielony, który towarzyszył nam przez godzinę w drodze przez Jawornik Wielki (870m) aż do Przełęczy Jawornickiej. Stąd, już samotnie nasz szlak schodził do Orłowca. Ten odcinek wyglądał makabrycznie - woda wydrążyła w ścieżce prawdziwy wąwóz, głęboki miejscami nawet na metr i spokojnie płynęła w dół. Nie udało się nam przejść suchą nogą - brodząc po łydki w wodzie doszliśmy do Orłowca, gdzie planowaliśmy uzupełnić prowiant. Jednak, ku naszemu zdziwieniu nie znaleźliśmy żadnego sklepu. Wysuszyliśmy więc tylko buty i zaczęliśmy wspinaczkę przez las na Rasztowiec (593m). Stąd do Lądka została nam już tylko godzinka marszu, prawie cały czas w dół. Szlak, który ponownie wyglądał jak wąwóz (tym razem na szczęście suchy) doprowadził nas do rynku w Lądku Zdroju. Przez prawie dziesięć godzin marszu nie spotkaliśmy nawet pół turysty, z którym można by się podzielić wrażeniami czy postraszyć garścią przerażających opowieści o czekających na trasie niespodziankach. Cóż, nie można mieć wszystkiego. Następnego dnia wybieramy się do Międzygórza, może kogoś spotkamy.

Bartłomiej Dwornik
zdjęcia Paweł Kułacz

« powrót do archiwum


wszystko o mediach: Reporterzy.info - media i dziennikarstwo