Gazeta Wyborcza, wrzesień 1997

Spokojnie, ale do przodu
IDZIEMY CZERWONYM SZLAKIEM. Ze Srebrnej Góry do Jugowa

Góry Sowie są bardzo atrakcyjne dla turystów, którzy nie lubią tłoku na szlakach. W ciągu siedmiu godzin marszu nie spotkaliśmy nikogo - szlak biegnie lasem, omijając szosy i skupiska ludzkie.
Ze Srebrnej Góry wyruszyliśmy wczesnym rankiem, aby słońce nie zdążyło dać nam w kość już na wstępie. Na dobrą sprawę do schroniska "Zygmuntówka" w Jugowie można dojść już po czterech - pięciu godzinach, ale uznaliśmy, że forsowne tempo nie jest tym, czego nasze umęczone siedmioma dniami deptania podłoża nogi potrzebują najbardziej. Spokojnie, niemalże spacerkiem wędrowaliśmy więc dzikimi bezdrożami Gór Sowich. Ominęliśmy fosą fort Donjon, podążając pod niezbyt strome zbocze Chochoła Małego. Przez Chochoł Wielki (740m) i Gąsiorek (773m) towarzyszył nam szlak niebieski. Dopiero po dwóch kilometrach odbił na Trześnik (756m), ale już po chwili spotkaliśmy go ponownie, na Przełęczy pod Gołębią (785m). Od razu jednak odskoczył w prawo i powrócił dopiero po pół godzinie, na Przełęczy pod Szeroką (730m), więc na Malinową (815m) i Szeroką (824m), gdzie drogę zagrodziło nam potężne, zwalone na szlak drzewo, wspinaliśmy się samotnym szlakiem czerwonym. Z Szerokiej na Przełęcz Woliborską (711m) schodziliśmy prawie pół godziny. Jakież było nasze zdziwienie, kiedy natknęliśmy się na szlak niebieski, spokojnie dochodzący do czerwonego ze szczytu Zległe (737m). Tutaj już definitywnie się z nim pożegnaliśmy, gdyż opuścił nas niemal od razu, uciekając w kierunku Ciemnego Jaru i Trzech Buków.
Na Przełęczy Woliborskiej przecięliśmy asfaltowy, niezbyt tego dnia uczęszczany trakt z Nowej Rudy na Dzierżoniów i po chwili odpoczynku na ławeczkach przy parkingu zaczęliśmy wspinaczkę na Kobylec (766m). Przez Czarne Kąty (780m) i Wiganiecką Polanę (780m) dotarliśmy do podnóża Popielaka (856m) i w stanie głębokiej depresji stwierdziliśmy, że dalej nie damy rady. Makabrycznie strome podejście wydawało się nie do pokonania. Godzina odpoczynku z twarzami zwróconymi w przeciwnym kierunku wróciła nam jednak wiarę we własne, nadwątlone już poważnie siły. Na szczycie znaleźliśmy się niemal natychmiast - chcieliśmy za wszelką cenę mieć tę górę za sobą. Ciężko dysząc zbiegliśmy na Bielawską Polankę (800m) skąd razem z żółtym szlakiem wdrapaliśmy się na Kalenicę (964m). Z ogromnej, metalowej wieży widokowej można zobaczyć Bielawę, Pieszyce, a nawet odległy o jakieś 10 kilometrów Dzierżoniów. W przeciwnym kierunku oczom ukazują się niezmiernie atrakcyjne widoki Gór Sowich. Idąc dalej w kierunku Jugowa minęliśmy ukryte wśród gęstych drzew Słoneczne Skałki na Słonecznej (950m) i zeszliśmy na Rymarz (913m). Stąd czekało nas już tylko półgodzinne schodzenie dość stromą i kamienistą ścieżką do samiutkiego schroniska "Zygmuntówka", gdzie postanowiliśmy zatrzymać się na noc.

Bartłomiej Dwornik
zdjęcia Paweł Kułacz

« powrót do archiwum


wszystko o mediach: Reporterzy.info - media i dziennikarstwo