Gazeta Wyborcza, wrzesień 1997

Ranne ptaszki
IDZIEMY CZERWONYM SZLAKIEM. Z Jugowa do Jedliny Zdroju

Wczesnym rankiem góry wyglądają niezwykle. Budząca się do życia w pierwszych promieniach wschodzącego słońca przyroda zachęca do romantycznych spacerów we dwoje. Przy odrobinie szczęścia można zobaczyć przemykającego chyłkiem zająca, albo... dwóch uginających się pod ciężarem plecaków fanatyków.
Schronisko "Zygmuntówka" opuściliśmy przed wschodem słońca, licząc na to, że zaspane komary dadzą nam wreszcie spokój. W kompletnej ciszy, przerywanej tylko od czasu do czasu pojedynczym ćwierknięciem wyrwanego ze snu ptaka dotarliśmy po półgodzinnej wspinaczce na Kozią Równię (923m). Kilkaset metrów dalej natknęliśmy się na szlak zielony, prowadzący przez Lisie Skały do Ludwikowic Kłodzkich, zdecydowaliśmy jednak, że zdobędziemy Wielką Sowę (1015m) od razu. Zgodnie z drogowskazem, do wejścia na szczyt potrzeba nam było 45 minut, więc pełni zapału podążyliśmy w kierunku najwyżej położonego miejsca w Górach Sowich. Myliłby się jednak ten, kto myślał, że będziemy jedynymi osobami lubiącymi (?!) wczesne pobudki. Grzybierze, polujący na te bezbronne, jednonożne istoty w kapeluszach byli tu jeszcze wcześniej i choć niewidoczni dla naszych oczu, w leśnej ciszy byli doskonale słyszalni. O godzinie ósmej na Wielkiej Sowie nie zastaliśmy żywej duszy. Nawet kiosk w kamiennej wieży widokowej był nieczynny. Niewiele można było też zobaczyć, mimo niewątpliwej wyższości Wielkiej Sowy nad wszystkimi szczytami w okolicy - mgła tego ranka nie dała się przebić wzrokiem. Zeszliśmy więc w dół, w kierunku Przełęczy Sokolej, zatrzymując się na chwilę w schronisku "Orzeł", gdzie można zjeść ciepły posiłek po niezbyt wygórowanej cenie. Mieliśmy za sobą już trzecią część drogi, wobec czego spokojnym, niemal spacerowym tempem dotarliśmy na Przełęcz Sokolą, do miejscowości Rzeczka. W zimie jest to raj dla narciarzy - mnóstwo wyciągów, przyzwoite stoki i baza noclegowo-gastronomiczna zachęcają do przyjazdu. Latem ruch jest znikomy, ale trudno się dziwić. Nawet najlepsze narty po trawie jeżdżą z oporem. Nie mogąc potwierdzić, ani obalić owej teorii (narty, sanki i łyżwy zostawiliśmy niestety w piwnicy) skierowaliśmy się zboczem Sokoła (857m) do Sierpnic. Dobrze oznaczony szlak, biegnący przez las i ogromną łąkę doprowadził nas po godzinie do Sierpnic. Zatrzymaliśmy się na skrzyżowaniu z czrnym Szlakiem Martyrologii. Dla miłośników historii jest on prawdziwym rarytasem. Na zachód prowadzi on do Głuszycy, przez Osówkę (707m) i sztolnię podziemnej fabryki, zwanej Tajemniczym Miastem, wybudowanej podczas II Wojny Światowej przez więźniów obozu koncentracyjnego Gross Rosen. Kilometry betonowych korytarzy, wybudowanych pod Osówką udostępnione są w znacznej mierze dla zwiedzających. Podobnie, jak sztolnie w Walimiu, do których Szlak Mertyrologii biegnie na wschód od skrzyżowania ze szlakiem czerwonym.
Z Sierpnic szlak biegnie pod Włodarz (811m), omijając szczyt, na który można wejść samotną, leśną ścieżką. Wraz ze szlakiem niebieskim, który przybywa z Walimia, dociera do Przełęczy Marcowej (704m). Tutaj szlaki rozchodzą się. Niebieski, wzdłuż Marcowego Potoku Małego schodzi do Głuszycy, a nasz - czerwony - wspina się pod Jedlińńską Kopę (730m). Ktoś kto wytyczał szlak musiał być już zmęczony, ponieważ ominęliśmy szczyt szerokim kołem i do samej Jedliny Zdrój czekało nas schodzenie wzdłuż maleńkiego potoku, którego nazwy próżno by szukać na mapie. Mimo tego, że niewielki, strumyk poczynił na szlaku prawdziwe spustoszenie. Wymyte z koryta, nagromadzone w nieckach kamienie poważnie utrudniały nam wędrówkę, chwilami czyniąc ją niebezpieczną. Buty zapadały się w pomokniętej ziemi, co spowodowało, że kilometrowy odcinek przemierzyliśmy w ciągu blisko godziny. W Jedlinie również mięliśmy trudności - most, którym szlak przekraczał Bystrzycę odpłynął podczas powodzi. Następny, oddalony o kilkaset metrów most z betonu, choć podniszczony, przetrwał. Po drugiej stronie rzeki, znaleźliśmy się w Jedlinie. Musieliśmy jeszcze tylko dojść do schroniska.

Bartłomiej Dwornik
zdjęcia Paweł Kułacz

« powrót do archiwum


wszystko o mediach: Reporterzy.info - media i dziennikarstwo