Gazeta Wyborcza, październik 1997

Pożar na torach
MIEROSZÓW. Polsko-czeskie ćwiczenia straży pożarnej
Kłęby gryzącego dymu unosiły się w późne środowe popołudnie nad stacją kolejową w Mieroszowie. Tłum bezradnych ludzi mógł się tylko przyglądać, jak pełen ludzi autokar z przeraźliwym zgrzytem sunie po torach, pchany przez pociąg.
W jelczu wiozącym 38 turystów zawiodły hamulce. Autobus wyłamał rogatki na przejeździe i impetem wpadł na przejazd kolejowy, prosto pod przetaczany właśnie skład towarowy. Wagony przewróciły autokar i przez kilkadziesiąt mrożących krew w żyłach sekund wlokły go po szynach. Nim maszynista zdążył zatrzymać pociąg, autokar uderzył w wagon stojącego na peronie pociągu osobowego relacji Wałbrzych Miasto - Mezimesti.

W pół minuty na miejscu
Przy ogłuszającym huku wagony towarowe wyskoczyły z szyn, przewracając się na torowisko. Na moment wszystko zamiera w bezruchu. Widok jest przerażający. Wokół zmiażdżonego autokaru leżą przewrócone wagony. Nagle pojawia się dym - z uszkodzonego wagonu cysterny zaczęło wyciekać paliwo. Wybuchł pożar.
Kolejarze i pracownicy stacji w Mieroszowie zawiadomili straż pożarną. Jako pierwsi starali się pomóc ofiarom.
Już po sześciesieciu sekundach od zgłoszenia pojawiły się pierwsze jednostki ratownicze - na miejsce wypadku dotarli strażacy z mieroszowskiej Ochotniczej Straży Pożarnej. Od razu ruszyli do autokaru i zaczęli wydobywać z niego zakrwawionych pasażerów. Kilku zaczęło gasić płonący wagon.
Chwilę później dotarły posiłki. Cały teren akcji zabezpieczyła policja. Z odsieczą przyszły dwa bojowe wozy Jednostki Ratowniczo Gaśniczej nr 1 z Wałbrzycha, najszybciej jak mogli dotarli strażacy z OSP w Czarnym Borze i ratownicy z wałbrzyskiej Stacji Ratownictwa Górniczego.

Polsko-czeskie gaszenie
Z pomocą przybyły także dwa bojowe oddziały strażaków z pobliskiego Broumova w Czechach. Akcję utrudniała potwornie zniekształcona karoseria jelcza. Aby wydobyć rannych trzeba było użyć specjalistycznego, hydraulicznego sprzętu ratowniczego.
Usuwaniem zagrożenia, jakie stanowiła nieszczelna cysterna zajęli się strażacy z Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej nr2. W tym samym czasie jednostki kolejne jednostki z Wałbrzycha, Gorc i Krzeszowa rozpoczęły organizację punktów medycznych - jednego w poczekalni dworcowej, drugiego w specjalnym namiocie. Pomagali w tym funkcjonariusze Straży Granicznej, pracownicy PGKiM i pracownicy kolei z Mieroszowa, oraz strażacy z czeskiego Mezimesti. Cały czas w odwodzie pozostawały jednostki OSP z Głuszycy i Walimia, oraz ogromny samochód ratownictwa technicznego z Wrocławia.

Pół godziny później
W akcji ratowniczej brało udział ponad 200 ratowników z Polski i Czech. Dramatyczną sytuację opanowano po 35 minutach. Z autokaru wydobyto już wszystkie osoby. Wiadomo było, że jeden z pasażerów zginął na miejscu. Pozostałych, z ciężkimi obrażeniami karetki bez przerwy woziły do Wałbrzycha i Sokołowska.
Wtedy do akcji wkroczyły ciężkie maszyny, które zajęły się uprzątaniem torowiska z wraków. Ogromny i z pozoru niezgrabny dźwig kolejowy, który przyjechał z Wrocławia, delikatnie i bardzo ostrożnie podnosił i usuwał z szyn kolejne wagony. Trudności sprawiał semafor, którego potężne metelowe ramię o mało co nie zmiotło na ziemię. Jednak po kilku chwilach tory znów były przejezdne.

Byli to przebierańcy
Tę spektakularną akcję, jakby żywcem wyjętą z amerykańskiego filmu akcji, zaaranżowała w ramach ćwiczeń Komenda Wojewódzka Państwowej Straży Pożarnej w Wałbrzychu. - Chcieliśmy sprawdzić, jak sobie poradzimy z takim problemem - tłumaczył st.kpt. Wojciech Miś, rzecznik prasowy KW PSP. - Ćwiczenia miały również pokazać, jak wyglądałaby współpraca różnych służb ratowniczych.
Oczywiście, nikomu nic się nie stało. Pasażerowie autokaru, których udawały uczennice wałbrzyskiego Zespołu Szkół Medycznych i członkowie Ochtniczej Straży Pożarnej z Golińska, Sokołowska i Mieroszowa wyszli z pozorowanego wypadku bez najmniejszego szwanku, choć makijaż, jaki mieli na twarzach wyglądał niesamowicie realistycznie.
St.kpt. Wojciech Miś był zadowolony z przebiegu akcji. - Rola Straży Pożarnej jako koordynatora działań ratowniczych już nie budzi kontrowersji - mówił zadowolony. - Znakomicie spisali się również koledzy z Czech.
Bartłomiej Dwornik--> 10 października 1997

« powrót do archiwum


wszystko o mediach: Reporterzy.info - media i dziennikarstwo