Gazeta Wyborcza, listopad 1997

Dzieci jej krzywdy nie robią
Z ŻYCIA WZIĘTE. 67-letnia kobieta mieszka w pociągach
Biorę na poczcie rentę, na stacji kupuję chrupki, wsiadam w pociąg i jadę przed siebie - opowiada 67-letnia pani Maria, która mieszka w pociągach.

Jest wdową po kolejarzu, stąd darmowy bilet PKP na całą Polskę. Ma dom, ale nie chce do niego wrócić. Ma dzieci, ale twierdzi, że się ich boi. Dlatego śpi w pociągach. - Akurat do Katowic i z powrotem cała noc zejdzie, a jak jadę bez przesiadki do Olsztyna, mogę sobie spać i spać - mówi. - Jak tak sobie siedzę w pociągu, to czasem ktoś się nade mną ulituje. A to bułką się podzieli, porozmawia chwilę. Wtedy czuję się jak bezdomna babcia.
A pani Maria wygląda jak babcia typowa. Siwe włosy. Dobroduszny uśmiech. Niebieski beret i długi płaszcz. Przyszła do naszej wałbrzyskiej redakcji (kolejna stacja w niekończącej się podróży). Siadła. Starą skórzaną torebkę ściskała na kolanach.

Jest bilet, droga wolna
- Pierwsze słyszę o takim przypadku - zdumiał się Jerzy Trojanowski, naczelnik Stacji Rejonowej PKP Wałbrzych. - Wiemy o osobach, które mieszkają na dworcach, ale w pociągach nie ma tego nawet jak sprawdzić. Jeśli ktoś ma bilet, może jechać gdzie chce i kiedy chce.
Pani Maria skarży się na dzieci. - Syn mnie bije, sąsiedzi wyzywają. Już wolę wsiąść w pociąg i pojechać na drugi koniec Polski.
Dotarliśmy do syna pani Marii. - Nie ma w tym ani krzty prawdy. Mama ma urojenia - powiedział nam. - Mama wzywała nawet policję. Dzielnicowy przychodził, widział jak jest.
Miejscowy dzielnicowy przyznaje, że często był wzywany na interwencję. - Pani Maria opowiadała, że syn ją bije, więc musiałem sprawę zbadać. Okazało się, że jej wersja jest nieprawdziwa. Rodzina na pewno pani Marii krzywdy nie robi - podkreśla policjant.
Kiedy pani Marii nie ma kilka dni, syn zawiadamia policję o zaginięciu matki. - Ale ona wraca czasem nawet po miesiącu. Wchodzi do domu bez słowa. Idzie do swojego pokoju i koniec - mówi syn. - Dlatego wystąpiłem do sądu o częściowe ubezwłasnowolnienie matki. Sprawa jest na wokandzie, ale mama nie stawia się na rozprawy.
Spytaliśmy sąsiadów, jak to jest z panią Marią. Rozmawiali niechętnie. - Naprawdę żadnej krzywdy dzieci jej nie robią. Tej rodzinie można tylko współczuć, bo to przecież nie ich wina, że babcia jest chora.

Nic się nie da wbrew woli
Tymczasem idzie zima. Pani Maria rozpacza: - Chyba pójdę pod most. Jak było ciepło, umyłam się w strumyku, ale teraz... pojadę do Częstochowy, pójdę na Jasną Górę modlić się.
- Próbowałem namówić ją na leczenie. Nie żeby zamykać w jakimś ośrodku, ale żeby dała się przebadać specjaliście i brała lekarstwa. Ale mama nie chce - bezradnie rozkłada ręce syn. - Chcę dla niej jak najlepiej, bo przecież matkę ma się tylko jedną.
- Są tylko dwie drogi rozwiązania tego typu problemu - uważa Krystyna Bartoszyńska, dyrektor wałbrzyskiego Ośrodka Pomocy Społecznej. - Jeżeli osoba stwarza zagrożenie dla siebie i otoczenia, można wezwać pogotowie psychaitryczne. W każdym szpitalu jest dyżur sądowy i na miejscu podejmuje się decyzję o przymusowym leczeniu, jeżeli jest taka konieczność. Ale jeżeli zagrożenia taka osoba nie stwarza, musi się dobrowolnie zgłosić na badania do specjalisty. Wbrew jej woli nie można niestety nic zrobić.
Bartłomiej Dwornik--> 5 listopada 1997
Imię kobiety zmieniono

« powrót do archiwum


wszystko o mediach: Reporterzy.info - media i dziennikarstwo