Gazeta Wyborcza, grudzień 1997

Odstąp, bo zginiesz
ŚWIEBODZICE. Kto straszy emerytów?
Emeryci sprywatyzowanego sześć lat temu, świebodzickiego zakładu "Mera-Refa", którzy poinformowali policję o nieuczciwych, ich zdaniem, działaniach nowego zarządu odbierają anonimowe telefony. Ktoś straszy ich ciężkim pobiciem, a nawet śmiercią.
Zakład Mera-Refa istnieje w Świebodzicach od 1946 roku. Produkuje przekaźniki energetyczne. W 1996 został sprzedany angielskiej firmie Gec Alsthom T&D. - Od razu rozpoczęły się masowe zwolnienia, firma zaczęła podupadać finansowo - twierdzą Jożef Młodzik i Zygmunt Zarębski, byli pracownicy Refy, którzy musieli przejść na wcześniejszą emeryturę.
Byli pracownicy Refy, obecnie emeryci oskarżąją zarząd firmy o pazerność i działanie na szkodę firmy. - Przez piętnaście lat za nasze "trzynastki" firma stawiała ośrodki wczasowe w całej Polsce, kupowała autokary, organizowała wczasy i kolonie - wylicza Zarębski. - Nowy właściciel sprzedał wszystko za śmieszne pieniądze, a emeryci, którzy przez tyle lat ciężko pracowali, nie dostali ani grosza. W zakładzie mówią nam, że pieniądze poszły na rozwój firmy - mówi rozgoryczony. - Nowoczesne maszyny, sprowadzone do Świebodzic za ciężkie pieniądze angielski właściciel sprzedał za grosze osobom prywatnym - denerwuje się Młodzik. - Zwalnia ludzi, bo chce zrobić montownię, zamaist produkować. A przecież za naszych czasów wyroby Refy były cenione na całym świecie.
- Kiedy zakład był prywatyzowany, każdy, kto w 1991 pracował w Refie, otrzymał jedną akcję. Ale zarząd od razu je od pracowników wykupił - twierdzą Młodzik i Zarębski. - Jeśli ktoś odmawiał, grożono mu wyrzuceniem z pracy.
Próbowaliśmy dowiedzieć się, co na ten temat sądzi zarząd firmy Gec Alsthom T&D Refa. - Wiem, że takie informacje krążą - powiedziała "Gazecie" Anna Hobot, wiceprezes zarządu Refy. - To zwykłe plotki, rozpowszechniane przez rozgoryczonych emerytów, którzy nie dostali akcji, kiedy zakład się prywatyzował. Nie ma sensu o tym dyskutować.
Rozgoryczony Józef Młodzik, były członek zakładowego Związku Zawodowego Metalowców napisał w listopadzie do redakcji jednego z regionalnych dzienników list, w którym opisywał sytację w Refie. - Już w dniu publikacji żona odebrała anonimowy telefon. Ktoś groził, że jeśli nie odstąpię od sprawy Refy, to mi połamie nogi, a nawet zabije - mówi zaniepokojony.
Sprawą tajemniczych telefonów zainteresowała się świdnicka Prokuratura Rejonowa. - Wszczęliśmy postępowanie sprawdzające - poinformował nas prokurator Sebastian Kujacz. - W ciągu 30 dni ustalimy, czy istnieje podejrzenie popełnienia przestępstwa. Jeśli tak, rozpoczniemy postępowanie w tej sprawie.
Bartłomiej Dwornik

« powrót do archiwum


wszystko o mediach: Reporterzy.info - media i dziennikarstwo