Gazeta Wyborcza, grudzień 1997

My się zimy nie boimy
DOLNY ŚLĄSK. Przygotowania na atak mrozu
Mimo że wczoraj w Wałbrzychu było zaledwie 17 stopni poniżej zera, 12 autobusów PKS nie wyjechało na drogi.
- Autobusy są jak ludzie - tłumaczy Andrzej Siekier, kierownik działu przewozów pasażerskich wałbrzyskiego PKS - Dwa, trzy dni przystosowują się do mrozów. Najgorsze jest nagłe oziębienie. I tak było dzisiaj w nocy. Taką mamy technikę, siadają głównie akumulatory.
Dlatego od wczoraj PKS wprowadził nocne dyżury. Co dwie godziny dwóch pracowników będzie grzać silniki autobusów. Jeśli jednak temperatura spadłaby poniżej 30 stopni, pojazdy staną na amen. - Przy takim zimnie najlepiej zostać w domu - radzi kierownik - i nie wyjeżdzac ani samochodem ani autobusem.

Kiedy marznie rura
- Boimy się tylko długich mrozów poniżej 20, 30 stopni - zapewnia Bronisław Mańczak, dyrektor techniczny wałbrzyskiego Zakładu Gazowniczego - Zaczną wtedy zamarzać stacje redukcyjne, może spaść ciśnienie gazu w gazociągu, system stanie się mniej wydajny. W takim wypadku pojawią się ograniczenia w dostawach, ale tylko dla przemysłu. Ale i odbiorcy indywidualni mogą mieć probelmy. To trudno przewidzieć.
Dyrektor jednak nie wierzy w katastroficzne prognozy pogody NASA. - Ufam naszym prognostykom - mówi.
Z kolei Stanisławowi Sznajderowi, dyrektorowi technicznemu wałbrzyskich wodociągów trudno przewidzieć, co się stanie, jesli temperatura spadnie poniżej 30 stopni i na przykład utrzyma się przez tydzień.
- Byłby już problem - przypuszcza - Ale tego jeszcze nie przerabialiśmy.
Wyjaśnia, że rury, którymi płynie woda są zakopane na głębokości poniżej strefy zamarzania gruntu. Ale jeśli duży mróz potrwa długo, dosięgnie i tej bezpiecznej strefy.
- Jednak nawet kilkustopniowe mrozy mogą powodować zamarzanie rur w budynkach, jeśli lokatorzy nie będą zamykać okien w piwnicy i drzwi na korytarz - przestrzega dyrektor.

Strażacy spoko
- Nie boimy się niskich temperatur - zapewnia kpt. Wojciech Miś z Komendy Wojewódzkiej Straży Pożarnej. - Samochody mamy przystosowane, a wodę podgrzewaną, żeby nie zamarzała.
- Ale nie latamy helikopterami, po śliskich jezdniach nie szarżujemy - tłumaczy kpt. Miś. - Dlatego w zimie dojazd do pożaru może zabrać więcej czasu. W ekstremalnych wypadkach nawet pół godziny.
W zimie strażacy najwięcej pracy mają przy nieszczelnych, lub zapchanych kominach i instalacjach elektrycznych. - Najczęściej pożary wybuchają tam, gdzie są niewyczyszczone od ubiegłego roku kominy, albo instalacja elektryczna jest przeciążona - wyjaśnia Miś. - Jeśli będzie bardzo zimno, ludzie zaczną dogrzewać się piecykami elektrycznymi, które pobierają mnóstwo prądu. Instalacja w naszych blokach jest nieprzystosowana do takich napięć, więc jeśli dodatkowo pracuje pralka, lodówka i telewizor, przewody mogą tego nie wytrzymać i zacząć się tlić - ostrzega Miś.

Koordynatora bark
Wałbrzyski Urząd Wojewódzki ostrzegł więc gminy przed wielkim chłodem, ale z adnotacją, że prognozy naszego Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej są dużo bardziej optymistyczne.- Bo jak dotąd - cieszy się Andrzej Sagatowski, dyrektor Wojewódzkiego Komitetu Obrony w Wałbrzychu - dramatyczne prognozy NASA, dotyczące kolejnej powodzi jesienią i mrozów już w listopadzie nie sprawdziły się.
Gdyby jednak wielkie zimno przyszło, nie wiadomo kto miałby koordynować ewentualną akcję walki z mrozem w Wałbrzyskiem. W biurze informacyjmu Urzędu Wojewódzkiego powiedziano nam, że starż pożarna. Straż pożarna twierdzi, że powinien się tym zajmować Wojewódzki Komitet Obrony.
- My na pewno koordynować nie będziemy - zastrzega dyrektor Sagatowski - Od koordynowania jest wojewoda.
A nowego wojewody Wałbrzyskie jeszcze nie ma.
EMOS, BARD--> 17 grudnia 1997

« powrót do archiwum


wszystko o mediach: Reporterzy.info - media i dziennikarstwo