Gazeta Wyborcza, luty 1998

Lokomotywa pod ostrzałem
WAŁBRZYSKIE. Ranny maszynista zapobiega tragedii
Gdy kamień uderzył w przednią szybę lokomotywy, maszynista poczuł silny, rwący ból. Odruchowo włączył hamulec. Gdyby stracił przytomność, pociąg pospieszny Kraków-Jelenia Góra pędziłby na oślep.
W siedmiu wagonach było ponad 100 pasażerów. Nawet nie wiedzieli, co im groziło, gdy ok. 3.30 w niedzielę na pociąg przejeżdżający przez wieś Mościsko koło Dzierżoniowa (Wałbrzyskie) posypały się kamienie.
- Przejeżdżałem przez przejazd kolejowy, kiedy zobaczyłem grupkę pijanej młodzieży - opowiada Jerzy Świątek, maszynista-bohater. - Dwóch chłopaków do mnie machało, trzeci nagle się zamachnął. Po sekundzie poczułem silny, rwący ból w okolicy obojczyka.
Kamień rozbił przednią szybę jadącego z prędkością osiemdziesięciu kilometrów na godzinę elektrowozu i trafił maszynistę w ramię i głowę. - Chociaż byłem półprzytomny, odruchowo zacząłem hamować. Kiedy pociąg się zatrzymał, kierownik pociągu udzielił mi pierwszej pomocy, później przyjechało pogotowie i policja - relacjonuje Świątek.
- Aż strach pomyśleć co by się stało, gdyby maszynista zemdlał, a pociąg pojechał dalej - mówi podinsp. Stanisław Golenia, oficer dyżurny wałbrzyskiej Komendy Wojewódzkiej Policji.
- Złamania nie mam, ale boli mnie potwornie - skarży się dzisiaj maszynista. Rozbite szkło pokaleczyło mu policzki. Wczoraj Jerzy Świątek odpoczywał w domu, dziś ma pójść na specjalistyczne badania.
Policjanci i funkcjonariusze Służb Ochrony Kolei z Jaworzyny, którzy przeszukiwali teren wokół przejazdu, skąd rzucono kamienie, nikogo nie spotkali.
Pociąg z Krakowa do Jeleniej Góry czekał w Mościsku ponad godzinę na zastępczą lokomotywę, która zaciągnała 7 wagonów do Jaworzyny. Tam podstawiono nowy elektrowóz. - Dobrze, że w tym czasie żadne inne pociągi nie jechały tą trasą, bo byłyby straszne opóźnienia - cieszy się Antonii Kubryński, dyspozytor rejonu PKP Jaworzyna Śląska.
Jak twierdzą kolejarze, podobne wypadki zdarzają się w Wałbrzyskiem rzadko. Jerzemu Świątkowi, choć jeździ pociągami od 15 lat, nie zdarzyło się to dotychczas ani razu. - Najgorzej jest latem. W zeszłym roku w Świdnicy rzucano w pociągi 6 razy, ale tylko raz udało się złapać sprawców. To 10-12-letnie dzieci, które tłumaczą się, że nie mają lepszych rozrywek - bulwersuje się Kubryński.
Bartłomiej Dwornik--> 16 lutego 1998

« powrót do archiwum


wszystko o mediach: Reporterzy.info - media i dziennikarstwo