Gazeta Wyborcza, marzec 1998

Płuca na agrafce
NASZE INTERWENCJE. Na tropie chorób pana Wiesława
Pan Wiesław, górnik z Wałbrzycha, już półtora roku stara się o stwierdzenie u siebie choroby zawodowej. - Dwa tomografy komputerowe wykazały pylicę płuc, a lekarze mówią, że na roentgenie widać tylko gruźlicę - żali się nasz Czytelnik.
Bez orzeczenia o chorobie zawodowej nie ma mowy o zawodowej rencie. A to ładnych kilkaset złotych.
Wiesław Dębski ma 39 lat, przez trzynaście był górnikiem w wałbrzyskiej kopalni Thorez. Kiedy w 1995 roku kopalnię zlikwidowano, stracił pracę. Jak wszyscy zwalniani górnicy przechodził kompleksowe badania lekarskie. Dowiedział się wtedy, że ma niewielkie, pyliczne zmiany w płucach.
- Jakiś rok później zacząłem mieć silne duszności, szybko się męczyłem, a serce waliło mi jak młot. Pomyślałem, że to przez tę pylicę i poszedłem do lekarza - opowiada Dębski. Tomograf kontra Roentgen
Lekarz kazał mu zrobić sobie specjalistyczne badania. Tak Dębski zrobił badanie tomografem w Poznaniu. Wyszło, że ma pylicę.
Ale tomograf z Poznania Wojewódzkiemu Ośrodkowi Medycyny Pracy w Wałbrzychu nie wystarczył. Dębski dostał skierowanie na kolejne badanie. Tym razem do Sosnowca.
- Chorobę zawodową możemy stwierdzić na miejscu, ale jeśli są wątpliwości dotyczące diagnozy, kierujemy pacjenta do Instytutu Medycyny Pracy w Sosnowcu i na podstawie ich badań wydajemy orzeczenie - wyjaśnia Teresa Ilkiewicz z WOMP-u.
W Sosnowcu Dębski był dwa tygodnie. Zrobiono mu serię zdjęć RTG. Jeszcze raz przeszedł badanie tomografem, bo lekarze podejrzewali, że wyniki z Poznania nie należą do niego. - Ale wynik tomografu był identyczny. Cóż z tego, ku mojemu zdziwieniu lekarze orzekli, że mam gruźlicę, a nie pylicę - kręci z niedowierzaniem głową Dębski.
Nie mam gruźlicy
Zaniepokojony wrócił do Wałbrzycha i od razu pobiegł do miejscowej Przychodni Chorób Płuc i Gruźlicy. - Bardzo się bałem, że mogłem tą gruźlicą pozarażać żonę i dzieci - tłumaczy pan Wiesław.
Ale badania wykazały, że Dębski gruźlicy nie ma.
- Byłem już poważnie skołowany - wzdycha nasz Czytelnik.
- Gruźlica nie musi wiązać się z prądkowaniem i niekoniecznie jest zaraźliwa - wyjaśnia Wiesław Smolicha, kierownik Przychodni Chorób Zawodowych sosnowieckiego instytutu. - Większość z nas przechodzi gruźlicę i nawet o tym nie wie, bo organizm sobie z nią radzi, zanim pojawią się jakiekolwiek objawy. Tak było w tym przypadku.
Dębski postanowił odwołać się od gruźlicy i udowodnić, że jednak ma pylicę.
Najpierw napisał odwołanie do Państwowego Wojewódzkiego Inspektoratu Sanitarnego w Wałbrzychu. Sprawa poszło do Sosnowca.
- I znów musiałem jechać na dodatkowe badania - irytuje się Dębski.
A w Sosnowcu zrobili mu jeszcze raz roentgena. Po 5 miesiącach przysłali wyniki. - Napisali, że nie mogą mi przyznać choroby zawodowej, bo wyników tomografu nie bierze się pod uwagę, a na rentgenie pylicy nie widać - rozkłada ręce górnik.
- W przypadku pylicy płuc, podstawą przyznania choroby zawodowej jest tylko pełnowymiarowe zdjęcie RTG - wyjaśnia Wiesław Smolicha. - Takie są ustalenia Międzynarodowej Klasyfikacji Pylic, utworzonej w 1980 roku przez ekspertów z Międzynarodowego Biura Pracy. Tomograf wykaże zmiany pyliczne u każdego, kto na codzień wdycha w mieście spaliny samochodów, a na tej podstawie choroby zawodowej przecież nikomu nie możemy przyznać.
Czekając na pylicę
Wiesław Smolicha twierdzi, że w przypadku Dębskiego pylica nie jest na tyle poważna, żeby mu przyznać chorobę zawodową. - Ale pylica jest chorobą postępującą, więc prawdopodobnie za jakiś czas osiągnie, niestety, takie stadium, które będzie się kwalifikować do choroby zawodowej - twierdzi.
Ale Dębski ma już dość czekania. - Mam mieć płuca na agrafce i ledwo dyszeć, żeby przyznali mi rację? - podnosi głos.
Chcę sprawę swojej pylicy poddać ocenie sądu. A jak się nie da, pojedzie pod Ministerstwo Zdrowia. Na głodówkę.
Bartłomiej Dwornik--> 27 lutego 1998

« powrót do archiwum


wszystko o mediach: Reporterzy.info - media i dziennikarstwo