Gazeta Wyborcza, marzec 1998

Kupcy ostrzą brzytwę
WAŁBRZYCH. Eskalacja konfliktu w sprawie hipermarketu
Budowlańcom nie udało się wczoraj przerwać spychaczem blokady budowy hipermarketu Real na wałbrzyskiej Piaskowej Górze. Za to na pół dnia sparaliżowali ciężarówkami ruch w centrum dzielnicy. Wokół biegali policjanci z karabinami w poszukiwaniu bomby, której nie było. Dziś w Ratuszu nadzwyczajna sesja Rady Miejskiej w sprawie Reala.
- Będziemy tak długo ostrzyć brzytwę, aż komuś spadnie głowa - zapowiada Marek Kandyba, przedstawiciel kupców, którzy już od dziesięciu dni blokują budowę Reala.
Kupcy szczelnie otoczyli kordonem swoich samochodów plac budowy i nie wpuszczają ciężarówek. Siedzą tam dzień i noc. Twierdzą, że nie ruszą się, dopóki władze miasta nie zmienią lokalizacji budowy. Zniecierpliwieni budowlańcy próbowali wczoraj rano przebić się przez blokadę. Bezskutecznie.
Nieprzerwana blokada
Około godz. 5.00 ciężki spychacz wybił dziurę w płocie okalającym plac budowy. Nie zdążył nią jednak przejechać żaden samochód - kupcy od razu załatali wyrwę siatką. Kilkanaście ciężarówek ustawiło się więc pod zablokowaną bramą wjazdową. Ogonek ciągnął się kilkaset metrów. Samochody zablokowały główne skrzyżowanie osiedla Piaskowa Góra. Kierujący ruchem policjanci puszczali samochody przez wąskie i kręte uliczki osiedlowe. Autobusy miejskiej komunikacji zmieniły trasy.
- To nie blokada. Chcemy wjechać na plac budowy, ale brama jest zatarasowana - tłumaczył nam Zbigniew Chwastek, właściciel firmy budowlanej, która dla głównego inwestora Gemini-Area Polska prowadzą roboty budowlane.
Kierowcy zjechali ze skrzyżowania dopiero o godz. 11.00. Ulicę Kusocińskiego, przy której znajduje się główna brama, blokowali do godz. 17.00.
- Będziemy tak robić codziennie. Może w końcu wjedziemy. Trzydziestu pracowników od dziesięciu dni pozoruje pracę, przerzucają ziemię z miejsca na miejsce a terminy nas gonią - tłumaczy Chwastek. - Codziennie tracę 30 tys. złotych. A jeśli nie zrobię roboty na czas, niemiecka firma w ogóle mi nie zapłaci i jeszcze obciąży karami umownymi.
Bomby nie było
Krótko po dziesiątej przed blokadą pojawiła się grupa policjantów, uzbrojonych w karabiny. Kupcy byli gotowi na wszystko, ale okazało się, że funkcjonariusze nie przyjechali przerywać blokady. Ktoś zawiadomił policję, że na terenie sąsiadującego z budową centrum handlowego "Abakus" znajduje się bomba. Policjanci ewakuowali handlowców i klientów. Przeczesali teren, ale bomby nie znaleźli. - To głupi żart, albo prowokacja - twierdzili zgodnie kupcy. - Ktoś nas chce najzwyczajniej nastraszyć, ale my się nie boimy.
Rozwiązania konfliktu nie przyniosła również zapowiadana przez wojewodę kontrola procedury wydania zezwolenia na budowę. Według ekspertów z Urzędu Wojewódzkiego, wszystko odbyło się zgodnie z prawem. W protokole - który wysłał nam rzecznik Urzędu Miejskiego - czytamy jednak, że "Zespół kontrolny nie badał zgodności projektu architektoniczno-budowlanego z przepisami techniczno-budowlanymi i Polskimi Normami", a właśnie tego domagali się kupcy. - Panowie przejrzeli sobie papierki i uznali, że pieczątki są w porządku. Wątpię, czy przeczytali, co jest między tymi pieczątkami - szydzi Kandyba.
Czekamy na Mariana
Protestujący kupcy ani myślą zabierać spod placu budowy samochodów. - Dopóki miasto nie zmieni lokalizacji hipermarketu będziemy tu stać - zapowiada Marek Kandyba.
Kupcy liczą, że rozwiązanie przyniesie dzisiejsza nadzwyczajna sesja Rady Miejskiej.
- Ale jeśli pójdzie nie po naszej myśli, autami zablokujemy całe miasto, a sami będziemy żywymi tarczami - odgraża się Jan Pawlaczyk.
Tymczasem prezydent Wałbrzycha Jerzy Sędziak w specjalnym oświadczeniu zaapelował do stron konfliktu o "zaprzestanie niezgodnych z prawem poczynań". - Wszelkie nielegalne działania, zarówno te jakimi jesteśmy swiadkami, jak i te, które wystąpić mogą w przyszłości, spotkają się ze strony władz miejskich i powołanych do utrzymania porządku służb ze stanowczą reakcją - ostrzega prezydent Sędziak.
W środę z protestującymi kupcami spotkał się poseł UW Jan Lityński. - Obiecał, że będzie o nas rozmawiał z premierem Buzkiem. Może on nam pomoże, skoro władze miasta są bezczynne - liczy Jan Pawlaczyk ze stowarzyszenia kupców "Abakus".
Wśród protestujących krąży plotki, że do Wałbrzycha przyjedzie Marian Krzaklewski, aby zapoznać się z sytuacją.
Bartłomiej Dwornik, GP--> 27 lutego 1998

« powrót do archiwum


wszystko o mediach: Reporterzy.info - media i dziennikarstwo