Gazeta Wyborcza, marzec 1998

Dziecko plus rtęc
WAŁBRZYSKIE. Plac zabaw w opuszczonej hucie
Dzieci przyniosły do szkoły rtęć. Prawie trzy kilogramy. Wcześniej nauczyciele na przerwach słyszeli, jak opowiadały, że w nieczynnej hucie pełno porozlewanej rtęci.- Ale nie wierzyliśmy, że to możliwe.- mówią.
Nie wiadomo od jak dawna trwały te niebezpieczne zabawy uczniów szkoły podstawowej w Sulisławicach (gmina Ząbkowice Sląskie w Wałbrzyskiem) z groźnym dla zdrowia metalem.
- Jeżeli dzieci przynajmniej przez kilka godzin miały do czynienia z oparami rtęci, ich zdrowie jest zagrożone - ostrzega Hanna Romaszkan, lekarz pediatra ze Szpitala nr 2 w Wałbrzychu - W wypadku ostrego zatrucia oparami może dojść do uszkodzenia kłębków nerkowych i ostrej niewydolności nerek. Ta spowoduje niewydalanie moczu i zatrucie organizmu.
Szkoła w Sulisławicach stoi naprzeciwko nieczynnej od lat opuszczonej Huty Szklary, która jest w upadłości. Nikt tego zakładu-widma nie pilnuje.
Jego teren roi się od porzuconych maszyn i zwykłego złomu. Zdaniem okolicznych mieszkańców dzieci bawią się tam jak na placu zabaw.
- Cały ten plac jest źle strzeżony. Każdy może wejść i coś sobie zabrać - potwierdzają policjanci z Ząbkowic. - Dlatego pełno tam przeróżnych "poszukiwaczy skarbów".
Już kilkakrotnie w nieczynnej hucie dochodziło do niebezpiecznych wypadków. - Dwa lata temu dwaj studenci wpadli do studni. Mieli ogromne szczęście, że ich znaleźliśmy - opowiadają policjanci. - Ktoś bez przerwy wynosi z magazynów miedź, albo inne metale. Niedawno mieliśmy zgłoszenie, że zostały uszkodzone pojemniki z rtęcią.
Wczoraj około 12.30 dyrektorka szkoły zgłosiła policji i straży pożarnej, że jej uczniowie bawią się wynoszoną z terenu huty rtęcią. Jako dowód pokazała pojemniki z blisko trzema kilogramami tego trującego metalu. Zabrała je dzieciom podczas przerwy i zanim wezwała strażaków, schowała do pancernej szafy.
Strażacy z brygady ratownictwa techniczno-chemicznego zabezpieczyli i zneutralizowali niebezpieczną substancję. W tym czasie policjanci rozpoczęli dochodzenie. - Okazało się, że pojemniki to wymontowane elementy pieców hutniczych - powiedzieli nam ząbkowiccy funkcjonariusze. - Na terenie huty znaleźliśmy takich kilka. Strażacy zabezpieczyli wszystkie. Nie ma już zagrożenia.
Policja jeszcze nie wie, kogo obarczyć odpowiedzialnością, za to, że rtęć dostała się do rąk dzieci. Prowadzą w tej sprawie dochodzenie.
Bartłomiej Dwornik, Elżbieta Mosingiewicz--> 4 marca 1998

« powrót do archiwum


wszystko o mediach: Reporterzy.info - media i dziennikarstwo