← Bajki dla Naszka

Dlaczego w Hiszpanii kochają corridę

Jak Pedro uratował przyjaciela przed szarżującym bykiem, co odkrył na arenie i dlaczego został bohaterem dla ubogich ludzi w Hiszpanii.

Było to tak. Dawno, dawno temu w mieście Ronda żył sobie wesoły i dziarski chłopak imieniem Pedro. I choć bieda go nie opuszczała, zawsze był wesół i skory do pomocy. Ponieważ bardzo kochał konie, a one odwzajemniały tę miłość, władca Rondy przygarnął sierotę pod swój dach, aby doglądał jego wspaniałych rumaków.

Syn władcy bardzo cenił pracę Pedra i nieraz pozwalał mu oglądać swoje zmagania na arenie. jako matadora, a nawet uczestniczyć w przygotowaniach do występów. Między młodzieńcami nawiązała się nić przyjaźni. Pedro marzył, że kiedyś dosiądzie jednego z koni i wjedzie na wielki plac, gdzie będzie na niego czekał potężny byk, którego pokona. No cóż, wiedział, że to niemożliwe. Na arenie z bykami walczyli tylko bogaci szlachcice i książęta.

Pewnego słonecznego dnia roztańczony kolorowy korowód bogatych i biednych mieszkańców Rondy sunął ulicami do Plaza de Toros, czyli Placu Byków, takiej wspaniałej budowli, w której miała odbyć się corrida. Pedro przysiadł tuż przy wybiegu dla byków. Rozglądał się zachwycony, gdy wszyscy zasiedli na trybunach, zabrzmiały fanfary. Na arenie pojawił się jego przyjaciel.

On i rumak tworzyli tak piękną parę, że aż tłum wydał okrzyk z zachwytu. Gdy gwar ucichł, wszyscy skierowali wzrok w stronę loży honorowej. Władca uniósł rękę, w której trzymał białą chustkę. Wszyscy wstrzymali oddech. Kiedy ręka opadła, rozległ się ten tętent. To świadczyło, że byk zaczął szarżę.

Pojawił się na arenie w tłumach kurzu, sapiąc groźnie i prychając. Ogromne rogi na jego głowie wyglądały jak wieniec. Stanął na środku placu, rozejrzał się. Gdy zobaczył jeźdźca, parsknął. Ruszyli jednocześnie. Piach strzelał wysoko pod wszystkimi kopytami. W chmurach kurzu ginął to jeden, to drugi zawodnik. A na widowni co jakiś czas rozlegało się gromkie: OLE!

Kiedy kurz opadł, Pedro zobaczył, że na środku areny, pomiędzy groźnie parskającym bykiem a rannym koniem leżał jego przyjaciel. Pedro niewiele myśląc wskoczył na arenę. Nie mógł pozwolić, żeby to bydle zabiło jego przyjaciela. To już lepiej niech on zginie sam!

Byk ruszył w jego stronę. Stanęli naprzeciw siebie. Gdy Pedro odważył się i zrobił krok, Byk też przesunął się. On krok, byk krok. Wyglądało to jak taniec. Krok w prawo, krok w lewo, ale powoli oddalali się od leżącego. Chłopcu zaświtała pewna myśl. Zdjął z głowy kapelusz i przekładał go z ręki do ręki. Byk kręcił głową, jakby śledził ruszający się przedmiot.

Pedro wyciągnął rękę w bok i zaczął wachlować kapeluszem. Zwierzę wydało głośny pomruk i ruszyło na chłopaka. Gdy już był całkiem blisko, Pedro poderwał rękę w górę i stanął bokiem. Byk minął go i zarył w piach. Pedro znów zawachlował kapeluszem. Sytuacja powtórzyła się. Byk szarżował, ale chłopak uskoczył i zrozumiał, że zwierzę atakowało ruszający się kapelusz, a nie jego. Powtórzył jeszcze kilka razy ten zabieg, aż byk osłabł zupełnie. Wtedy przyjaciel matador skończył zaczęte dzieło i pokonał bestię

Ale to Pedro został bohaterem. Widownia oszalała z radości. Kobiety rzucały kwiaty, wszyscy powtarzali jego imię. Stał się sławny i nie tylko dlatego, że uratował przyjaciela. Od czasu tej corridy zaczęto walczyć z bykami z ziemi, a nie na koniu. Zamiast kapelusza zaczęto używać kapy lub mulety, takich specjalnych materiałów. A każdy śmiałek, czy bogaty, czy biedny, mógł walczyć z bykami, czyli Torro Bravo. Tak to właśnie było.

🎦 Obejrzyj odcinek na Youtube 🎧 Posłuchaj na Youtube Music


Bajki dla Naszka 🎧🎦 PODCAST



🎦 Obejrzyj na Youtube 🎧 Posłuchaj na Youtube Music


Wszystkie nasze podcasty

Legendy Słowian Bajki dla Naszka Historia mediów #MAMYNATORADĘ Na luzie o ciężkim Media History Dwornik.net | Polityka prywatności