Historia o tym, jak przypadek doprowadził do wynalezienia pierwszego instrumentu muzycznego 🎶 Oto historia, która zaczyna się… w jaskini.
Dawno, dawno temu ludzie żyli w jaskiniach. Na terenie Niemiec, tam gdzie dziś leży miasto Ulm, nad szeroką rzeką Dunajem była właśnie taka jaskinia. Mieszkała w niej rodzina, duża rodzina, dziadkowie, rodzice, dzieci.
Właśnie urodziło się kolejne dziecko i wszyscy mieli z nim utrapienie. Ciągle płakało, płakało i płakało, ale tylko w nocy. Za dnia matka kładła je na łące i zajmowała się swoimi sprawami. Maluch leżał cichutko, przekręcał główkę raz w prawo, raz w lewo. Wyglądało to trochę jakby czegoś słuchał, ale nocami oj, oj! Długo to trwało, długo, aż do czasu, gdy...
Sprawami jedzenia zajmował się ojciec. Chodził na polowania, a to jelenia, a to zająca ustrzelił. Razu pewnego przyniósł dużego ptaka. Matka z babką upiekły go na ogniu, a po zjedzeniu kości wyczyściły i w kąciku złożyły koło posłania dziecięcego.
Maluch właśnie zaczął swoją nocną serenadę, ale przewrócił się na boczek i chwycił jedną z kostek. Wsadził ją do buzi i nagle rozległ się dziwny dźwięk. Starsi podskoczyli ze strachu, ale dziecko zaczęło się śmiać. Znowu włożyło kostkę do buzi i dmuchnęło. I znów rozległ się ten sam dziwny głos. Tak długo to robiło, aż zmęczyło się i zasnęło.
Dziadek podrapał się w kudłatą głowę, pogrzebał w kościach ptaka, coś tam marmolił pod nosem, kamieniami postukał, dłubał, pukał, a następnego wieczoru usiadł przy dziecku. Gdy ono jak zawsze zaczęło płakać, dmuchnął w kość.
Ale nie była to już zwykła kostka. Miała trzy dziurki na swojej długości. Dziadek dmuchał z jednej strony, zatykał dziurki i dźwięki zmieniały się. Dziecko buźkę otworzyło, oczy zamknęło i zasnęło. I tak było co wieczór. Dziadek grał, a dziecko zasypiało. Tak oto narodził się pierwszy instrument. A ludzie nazwali go flet.