Czy łuk może stać się instrumentem, a myśliwy muzykiem? 🏹 Ta mądra bajka familijna uczy, że każdy z nas ma na świecie swój wyjątkowy, piękny dar.
Czy wiecie jak wygląda harfa? Tak, to taki duży drewniany trójkąt, a w nim lśni 46 strun. A wiecie, że pierwsza harfa miała tylko jedną strunę i nie służyła do grania? Dziwne, prawda? A było to tak.
Dawno, bardzo dawno temu w małej górskiej wiosce żył chłopak imieniem Ardan. Wszyscy mężczyźni z jego rodu byli myśliwymi, łowcami, a ich bronią były łuki. Gdy Ardan osiągnął odpowiedni wiek i mógł sam wyruszyć na polowanie, ojciec podarował mu pięknie rzeźbiony łuk i kołczan pełen strzał. Był tylko jeden problem. Ardan nie lubił polowań. Chodził po górach, ale po to, aby słuchać wiatru, szumu strumieni i stukotu spadających kamieni. Ale polowanie, o nie, nie, to nie było zajęcie dla jego serca.
Pewnego razu wziął swój łuk, no bo cóż miał powiedzieć ojcu i poszedł w góry. Wiedział, że polować nie będzie, tylko co ma zrobić z łukiem? Wyrzucić, połamać? To się nie godzi. Ten łuk ktoś zrobił. To była czyjaś praca. Gdy tak wędrował zamyślony, dotarł na wysoką górę, a tam wiatr tańcował jakiś zawrotny taniec. szarpał koszulą i portkami chłopaka, ale też cięciwą łuku. I wtedy łuk zaśpiewał. Tak, zaśpiewał. On śpiewa. Pomyślał młodzieniec. Dźwięk brzmiał czysto i jasno. Ardan uderzył ponownie w cięciwę. I jeszcze raz. I jeszcze raz. Echo odbiło się od skał i wróciło do niego łagodniejsze, jakby góry odpowiedziały na pieśń.
Zafascynowany nie zauważył, jak nad jego głową niebo rozbłysło gwiazdami, a za jego plecami stanął Duch Gór, stary jak kamień i lekki jak mgła. Twój łuk pięknie gra. Przemówił starzec, ale ma tylko jeden głos. A świat jest pełen melodii. Chłopak przestraszył się tak okropnie, zerwał się na równe nogi, a łuk wypuścił z rąk. Gdy ten uderzył o ziemię, zabrzmiał tak smutno, jakby ziemia pękła na pół. Starzec podniósł broń, machnął nią w powietrzu, jakby otrzepywał ją z kurzu i podał Ardanowi. Z tym gestem pojawiła się smuga światła, a gdy zgasła, chłopak zobaczył, że jego łuk ma dwie cięciwy. Dłuższą, ale i krótszą, cieńszą i jaśniejszą. Uderzył palcami w tę krótką. Brzmiała wysoko, jak śpiew skowronka. Zachwycony Ardan trącał raz jedną, raz drugą cięciwę, a one razem splatały się w melodię piękną i rzewną.
Starzec uśmiechnął się na ten widok i zrozumiał, że z Ardana żaden myśliwy już nie będzie, ale muzyk z sercem pełnym wspaniałych dźwięków. Zakręcił rękoma krąg w powietrzu, a wtedy ramiona łuku wydłużyły się i wygięły łagodniej, jakby chciały obejmować dźwięk, a nie strzałę. Struny rozmnożyły się tworząc wachlarz brzmień. Ardan grał, a góry słuchały. O świcie duch zniknął, a w rękach chłopaka nie było już łuku broni, lecz łuk instrument.
Ardan wrócił do domu. Od tej pory przy dźwiękach swojego instrumentu chłopak opowiadał starszym i dzieciom różne historie. O zwierzętach z lasów i gór, o kroplach deszczu tańczących na wietrze, o radości i smutkach prostych ludzi. Nawet historie o polowaniach zamieniły się w bajkę, którą chciało się słuchać bez końca. Ludzie zaczęli nazywać ten dziwny instrument Ardana łukiem muzycznym, a z czasem harfą. Mówią też, że gdy muzyk delikatnie szarpie struny, instrument wciąż wspomina czas, gdy był łukiem napiętym między walką a pieśnią, między strzałą a muzyką.