Czy pamiętasz, miła dziatwo Zosię, co się nocy bała? Lecz swój lęk przezwyciężyła i w las czarny poleciała? Feliks, świetlik, jasny mały, wtedy pomógł sówce Zosi. Dzisiaj razem, skrzydło w skrzydło, pomoc niosą, gdy ktoś prosi.
Pewnej nocy bez księżyca mleczna rzeka las przykryła.
Zosia oczka przymrużyła i w dal białą się wpatrzyła.
Piórka swoje nastroszyła, główką kręci, nasłuchuje.
Feliks patrzy w tamtą stronę. Ktoś pomocy potrzebuje!
Świetlik lampkę swą zapalił, rozciął mrok złocistą smugą.
Poderwali się do lotu i za chwilę, nie za długą
zobaczyli postać małą z siwą brodą poplątaną,
co na brzegu skały stała z minką bardzo zatroskaną.
Nie ma przejścia. Skrzat rozpacza, smutno patrzy w dół urwiska.
Most się zepsuł, droga pękła, a tam w dole mój dom błyska.
Dziatwa na mnie czeka, tęskni, a tu wiatr pozrywał sieci.
Jak mam dostać się do domu? Ciemno. Księżyc dziś nie świeci.
Zosia skrzydła rozłożyła, chcąc go przenieść nad przepaścią,
lecz wiatr silny ją odepchnął, grożąc skalną ciemną paszczą.
Feliks, mały wszak robaczek, wiatru siły nieznajomy,
w kępę trawy wpadł niezdarnie, swej czapeczki pozbawiony.
Co się dzieje tu na dole? Co za wrzawa w nocnej ciszy?
Głos zaspany usłyszeli, co ze skalnej doszedł niszy.
To pajączek, woła Zosia. Ratuj Franiu to niebożę.
Tylko twoja sieć pajęcza skrzacikowi pomóc może.
Wiatr potargał nici mostu, a tam w dole jego chatka.
Franio oczy przecierając rzecze: Zosiu, próżna gadka.
O tej porze nie pracuję, bo nie widzę dobrze w nocy.
Rano, gdy jest jasne światło, to udzielę wam pomocy.
Wtedy Feliks gwizdnął głośno. Dźwięk poleciał w mroki lasu
i wnet nad urwiskiem czarnym dzień się zrobił. Szkoda czasu!
Do pająka świetlik mówi: "Moja ci rodzina świeci.
Skrzat do domu wrócić musi. Tam czekają jego dzieci".
Nic nie mówiąc, pająk Franek utkał kładkę migoczącą.
Srebrne sploty, mocne więzy, no i poręcz pięknie lśniącą.
Skrzat nieśmiało stawia kroki na tym moście z pajęczyny.
Zosia go osłania z boku. Idą w dół leśnej doliny.
Gdy już byli z drugiej strony, gdzie mchem pachną stare dęby,
skrzat uśmiechnął się promiennie. Stanął u drewnianej szczerby
i kłaniając się w podzięce, wręczył Zosi dzwonek mały.
On odgoni wasze smutki. Zadzwoń, a lęk zniknie cały.
I do domu swego odszedł, pomachawszy im z daleka.
A przyjaciół całe grono, wierząc, że już nic nie czeka
złego w ciemnym mrocznym lesie, po srebrzystej jasnej drodze
do swych siedzib się udali, dumni i zmęczeni srodze.
Gdy się siły swe połączy, mrok rozproszyć można łatwo.
Więc pamiętaj o tej lekcji, moja droga miła dziatwo.
Przyjaźń jest największą mocą. Ona każdy most zbuduje.
Kto pomocną dłoń wyciąga, ten się lękiem nie przejmuje.
Babcia Małgorzata
Małgorzata Dwornik
@Malgorzata78
Techniczny Bartek
Bartłomiej Dworik
@bartlomiejdwornik