Posłuchajcie moi mili o kolejnych dziejach Zosi, która pomoc w lesie niesie, gdy się tylko ją poprosi.
I gdy Feliks, świetlik mały swą latarnię wnet rozpali,
lecą w leśną głuszę razem, słysząc jak się ktoś w niej żali.
Dzisiaj mama Sikoreczka woła głosem roztrzęsionym,
że jej córka zaginęła gdzieś pod niebem rozgwieżdżonym.
Poleciała na skraj lasu, tam gdzie strumyk cicho śpiewa.
Ale wrócić już powinna. Nocka czarną suknię wdziewa.
Ona nic nie widzi w nocy. Płacze mama zrozpaczona.
Pomożemy! Feliks woła i już lecą, gdzie zasłona
czarna spadła, na polany pełne jeżynowych krzaków
jagód i borówek słodkich, malinowych też chruśniaków.
Nad strumykiem ślady małe wiodły prosto do pagórka.
To jej łapki! Zosia woła. A tu leżą żółte piórka!
Już mieli lecieć dalej i na szczycie małej górki
wśród paproci i łopianu szukać sikorkowej córki,
gdy od strony gęstej trawy Feliks jakiś ruch zoczył,
wnet zabawnie się kołysząc, pan Jeż na polanę wkroczył.
Sikoreczka wasza zguba w tamtą stronę poleciała.
Stare bramy niebezpieczne. Ale ona nie słuchała.
Te budowle skrzypią, straszą, lepiej tam nie wściubiać nosa.
Późno było jak leciała. Źdźbła, pokryła nocna rosa.
Może ją kto groźny napadł, albo skrzydła połamała.
Zosia szczerze się zmartwiła. Ona jeszcze taka mała.
Pokłonili się jeżowi i już lecą do bram lasu.
Jeśli ptaszek leży ranny, to nie mają dużo czasu.
Gdy nad skrzydłem wrót zepsutych dzielna para przefruwała,
usłyszeli ptasie kanie. Sikoreczka tam płakała.
Mamo, mamo, chcę do mamy! Głosik drżący zabrzmiał cicho.
Chcę do domu. Noc już w koło. Coś tu trzeszczy, jakieś licho.
Feliks nad jej głową świeci, by sikorka się nie bała.
Zosia skrzydłem ją otula, by już dłużej nie płakała.
Kiedy spokój w piersi ptasiej zadomowił się w całości,
w lot powrotny wyruszyli, a sikorka z tej radości
szczebiotała całą drogę wdzięczna Zosi u jej boku.
Uśmiech Feliksowi słała, co jej drogę znaczył w mroku.
A tymczasem w oknie domku mama Sikoreczka stała
i powrotu swej córeczki niespokojnie wyglądała.
Kiedy zguba w skrzydła mamy wpadła, wielce spokorniała,
ta z radością i z czułością swoje dziecko przytulała.
A do Zosi i Feliksa takie słowa skierowała.
Za odwagę, serce, troskę, wdzięczność moja dla was cała.
Sówka oczy przymrużyła. Świetlik skinął głową skromnie.
Pomagamy, rzecz to prosta i lubimy to ogromnie!
Pamiętajcie moi mili, choćby przyszedł dzień ponury,
zawsze znajdzie się ktoś dobry, kto rozgoni mgły i chmury.
A gdy ktoś nam pomoc niesie, świat jaśnieje w każdej dobie.
Najważniejsze bowiem w życiu, byśmy pomagali sobie.
Babcia Małgorzata
Małgorzata Dwornik
@Malgorzata78
Techniczny Bartek
Bartłomiej Dworik
@bartlomiejdwornik