Czy zdarzyło się wam kiedyś chwalić się, że umiecie robić to czy tamto, a potem okazało się, że wcale tak nie jest? No właśnie. No właśnie! Znałam kotka, który też tak robił i wcale nieciekawie to się skończyło. Posłuchajcie.
W pewnym ogrodzie obok małego białego domku mieszkał Kotek Niecnotek. Był to pręgowany urwis, który miał jedną wielką wadę. Uważał, że wie wszystko najlepiej i uwielbiał pouczać innych, nawet jeśli nie miał o czymś zielonego pojęcia. Obok domku rosła rozłożysta stara lipa, a w jej gałęziach mieszkała rodzina wróbli Kiedy starsze ptaszki dokazywały w gałęziach drzew, najmłodszy wróbelek Pufek siedział cichutko na najniższej gałęzi, przytulony do konaru. Był ciągle smutny, bo bo bał się latać.
Pewnego dnia Niecnotek zauważył małego wystraszonego wróbelka. Wdrapał się na drzewo i przysiadł obok ptaszka. "Dlaczego nie latasz?" zapytał grzecznie. "Bo, bo się boję" zaćwierkał cichutko Pufek. Moje skrzydełka są takie małe, a przestrzeń taka ogromna. Nie wiem jak to robić. Kotek niewiele myśląc postanowił zostać jego nauczycielem latania. Musisz mocno odbić się z tylnych łap i to znaczy nóżek. Sam napiął mięśnie, machnął ogonem dla równowagi i skoczył w dół prosto na miękką trawę. Teraz ty! Zawołał do ptaszka. Pufek zamknął oczy, odbił się i bęc spadł prosto w kępę koniczyny, gubiąc jedno małe piórko. Ćwir, to bolało. Westchnął ptaszek.
Uparty kot nie dawał za wygraną. Wniósł wróbelka na swoim grzbiecie na wysoki dach szopy, twierdząc, że tam złapią lepszy wiatr. Aby udowodnić jak proste jest latanie, Niecnotek postanowił sam zaprezentować idealny skok. Rozpędził się, odbił od krawędzi dachu i zamiast polecieć w górę, zaczął spadać jak ciężki worek ziemniaków. Miał! Wrzeszczał, machając rozpaczliwie wszystkimi czterema łapami i kręcąc ogonkiem jak śmigłem helikoptera. Niestety, prawa natury okazały się bezwzględne. Kotek wpadł z wielkim hukiem prosto w środek wielkiej beczki z deszczówką. Plusk! Woda rozbryzgła się na wszystkie strony.
Pufek popatrzył smutno i zrozumiał, że to wszystko były przechwałki, a kot nie umie latać. Już miał się rozpłakać, kiedy nadleciała jego mama. Bez zbędnych słów pokazała mu, jak prawidłowo rozwinąć skrzydła i jak zaufać własnemu instynktowi. Po chwili mały wróbelek bezpiecznie i pięknie unosił się na wietrze. Niecnotek wygramolił się z beczki, mrucząc coś o zimnej wodzie. Od tamtego dnia przestał uczyć innych latania. I zrozumiał, że lepiej milczeć niż mądrzyć się w sprawach, o których nie ma się pojęcia. I... i zawsze pierwszy przynosił wróbelkowi ziarenka po udanych lotach, a wróbelek uczył kotka rozpoznawać ptasie śpiewy.
Przekonali się, że najwięcej można nauczyć się od siebie nawzajem, pod warunkiem, że każdy dzieli się tym, co naprawdę potrafi. Pamiętajcie, nie każdy potrafi wszystko. Warto uczyć się od tych, którzy mają wiedzę i doświadczenie, a samemu pomagać innym w tym, w czym się jest naprawdę dobrym.
Babcia Małgorzata
Małgorzata Dwornik
@Malgorzata78
Techniczny Bartek
Bartłomiej Dworik
@bartlomiejdwornik