Czy wiecie kim jest Dydko? To taki mały nicpoń, co robi psikusy. Nikt go nie widzi, a skarpetki same się znajdują. Łyżeczki leżą grzecznie w szufladzie, a sznurówki są związane w kokardki. Ale nie zawsze tak było. Dawniej Dydko psocił zupełnie inaczej.
Mieszkał w zakamarkach starego młyna. Miał uszy szpiczaste jak pierożki i kubraczek w kolorze mchu, a na jego gębusi był wieczny, psotny uśmiech. Dydko uważał, że najlepszym sposobem na spędzenie czasu jest robienie żartów. A to zamienił sól z cukrem w kuchni młynarzowej, albo powiązał w supełki kolorowe wstążki jej małej córeczki. Potrafił też pozaplatać końskie grzywy i ogony. A, moje żarty są najlepsze na świecie. Cieszył się mały urwis.
Pewnego razu Dydko postanowił zrobić coś naprawdę wielkiego. Kiedy młynarz przygotował worki z najbielszą mąką na jutrzejszy jarmark, chochlik zakradł się nocą i poluzował sznurki we wszystkich workach. Myślał sobie: "Cóż to będzie za widowisko, gdy mąka zacznie sypać się na drogę". Rano młynarz załadował worki na wóz i ruszył w stronę miasteczka. Dydko biegł ukradkiem za nim, zacierając rączki. Gdy wóz podskoczył na pierwszym wyboju, sznurki puściły. Mąka nie tylko wysypała się na ziemię, ale wiatr rozwiał ją jak białe chmury i osadził na pobliskich polach i ogrodach.
Młynarz usiadł na trawie i ukrył twarz w dłoniach. Straciłem wszystko. Westchnął. Nie będę miał za co kupić ziarna na zasiew, ani nowych butów na zimę dla moich dzieci. A po jego twarzy popłynęły łzy. Dydko widząc smutek człowieka, po raz pierwszy nie poczuł chęci do śmiechu. W jego małym serduszku coś zakłuło. Zrozumiał, że to, co dla niego było tylko żartem, dla kogoś innego stało się wielkim nieszczęściem.
Chochlik postanowił naprawić błąd. Przez całą noc, choć był malutki, pracował ciężej niż kiedykolwiek. wykorzystał swoje magiczne umiejętności, by zabrać rozsypaną mąkę z liści i z traw. Skrzyknął swoich leśnych kuzynów, by pomogli mu przesiać ją z powrotem do worków. Pracowali jak mrówki, ale rano wszystko było gotowe. Gdy o świcie młynarz wyszedł z domu, przecierał oczy ze zdziwienia. Pełne mąki worki mocno związane potrójnym węzłem stały przy stodole w szeregu.
Od tego dnia Dydko się zmienił. Wciąż był wesołym chochlikiem, ale jego psoty stały się inne. Zamiast wiązać sznurowadła, polerował buty na błysk. Zamiast chować klucze, kładł je w najbardziej widocznym miejscu. Pamiętajcie, prawdziwa zabawa kończy się tam, gdzie zaczyna się czyjaś krzywda. Żart jest dobry tylko wtedy, gdy śmieją się z niego wszyscy, a nie tylko ten, kto go robi.
Babcia Małgorzata
Małgorzata Dwornik
@Malgorzata78
Techniczny Bartek
Bartłomiej Dworik
@bartlomiejdwornik