Pamiętacie bajkę o Czerwonym Kapturku? Tak, tak, wilk też tam był. A ja znam bajkę o Białym Kapturku. Tak jak dziewczynka z tamtej bajki, ta też miała ulubioną czapeczkę, tyle że białą i dlatego wszyscy nazywali ją Białym Kapturkiem. Posłuchacie? Nie, nie, wilka nie będzie. Obiecuję.
Nasz Kapturek mieszkała w jasnej, spokojnej dolinie w kolorowym domku na skraju lasu. Czapeczkę, którą uszyła dla niej mama, nosiła nie dla ozdoby, ale dlatego, że czuła się w niej odważna i spokojna, jakby otulał ją miękki promień światła.
Pewnego ranka, gdy mgła unosiła się nad trawą, dziewczynka wybrała się do lasu na jagody. Nie zdążyła jeszcze nic włożyć do koszyczka, gdy usłyszała cichutkie dz dz dz. Jakby ktoś próbował zadzwonić, ale nie mógł. Rozejrzała się wkoło. Pod krzakiem siedział mały skrzat. W dłoniach trzymał złoty dzwoneczek pęknięty na pół. przykładał go do ucha, potrząsał, ale dzwoneczek milczał. Nie działa. Wyszeptał skrzat, a bez niego nie obudzę porannego światła. Słońce nie wstanie, dopóki nie zadzwonię.
Biały Kapturek uklękła obok niego. Pokaż mi. Wzięła dzwoneczek ostrożnie, jakby był zrobiony z pajęczej nici. Pęknięcie było głębokie. Nic dziwnego, że nie wydawał dźwięku. Czy jest ktoś, kto mógłby to naprawić? Zapytała. Skrzat otarł nos. Srebrny kowal. Mieszka na Skalę Chmur, ale to daleko i trudno tam wejść. Oj, słoneczko dziś nie wstanie. Dziewczynka pomyślała chwilę. To chodźmy, razem damy radę. I włożyła skrzata razem z jego pękniętym dzwoneczkiem do koszyczka.
Wędrowali przez łąki, gdzie trawa szeleściła jak szept, przez strumień, który śmiał się cichutko i po kamieniach. które grzały się w słońcu. Po drodze jeż wskazał im krótszą ścieżkę, a sowa nauczyła ich jak rozpoznawać kierunek po cieniu. Wreszcie dotarli na szczyt. Srebrny kowal, wysoki duch gór o dłoniach jak z mgły, spojrzał na pęknięty dzwoneczek. Naprawię dzwoneczek. Powiedział. Ale tylko wtedy, gdy oboje obiecacie, że będziecie dbać o światło nie tylko rano, lecz każdego dnia. Światło to nie tylko słońce, to także dobro, które nosicie w sobie.
Kiedy biały kapturek i skrzat skinęli głowami, srebrny kowal uderzył młotem raz, potem drugi, a przy trzecim uderzeniu dzwoneczek rozbłysnął jak gwiazda. Skrzat potrząsnął nim delikatnie. Dzyń!!! Dźwięk był czysty, jasny jak pierwszy promień dnia. Działa! Zawołał skrzat. Działa dzięki tobie, Biały Kapturku. A dziewczynka uśmiechnęła się tylko. Wiedziała, że nie chodziło o nią. Chodziło o to, że nie zostawiła kogoś w potrzebie.
Od tego czasu Biały Kapturek i skrzat budzili razem słoneczko i dzwonili za każdym razem, gdy ktoś okazywał dobroć swojego serca. I wtedy błyskało też światło. Światło nie zawsze świeci samo. Błyszczy tam, gdzie ktoś okazuje dobro. A pęknięte rzeczy mogą znowu działać, jeśli włożymy w nie serce.
Babcia Małgorzata
Małgorzata Dwornik
@Malgorzata78
Techniczny Bartek
Bartłomiej Dworik
@bartlomiejdwornik