Co się stanie, gdy pani deszczu przestanie tańczyć, a niebo zamknie się w gniewnym uścisku? 🌩️ Historia o Perunie i Dodoli zrodziła się wśród piorunów i łez nieba.
Czy da się połączyć ogień z wodą? Dziś może tak, ale kiedyś, zanim świat nauczył się równowagi z deszczu, rodziły się rzeki, z piorunów góry, a wśród chmur i mgieł mieszkała ona. Dodola, pani wilgoci, tancerka deszczu, córka błękitu. Kiedy ruszała się lekko jak obłok, świat oddychał w rytmie jej kroków. Jej stopy dotykały traw, a ziemia śpiewała w podzięce. Deszcz spływał z jej włosów, gdy obracała się w kręgu, a powietrze pachniało życiem. Niebo drżało z zachwytu, bo nikt wcześniej nie tańczył tak blisko błyskawicy.
Z wysoka na Dodolę spoglądał Perun, pan piorunów i władca chmur. Ujrzał ją wśród światła i wody. Zapragnął, by już zawsze tańczyła tylko dla niego. Jego serce zapłonęło jak rozżarzony kamień, a grzmot był jego westchnieniem. Lecz Dodola nie była stworzona, by należeć. Gdy Perun zstąpił ku niej z ogniem w oczach, rozpłynęła się we mgle. Uciekła po niebie, a z jej ścieżki spadały długie smugi deszczu. Ziemia piła tę ucieczkę jak błogosławieństwo.
Perun szukał her między chmurami, w szumie wód i w ciszy gór. Każdy jego grzmot był wołaniem, każda błyskawica pragnieniem. Nie rozumiał, że woda nie daje się pochwycić ogniem. Niebo niosło jego tęsknotę, a ziemia czekała w milczeniu. Wtedy Dodola zstąpiła znów na świat, lecz nie tańczyła. Jej serce było ciężkie jak chmura, która nie zna odpoczynku. Z jej dłoni popłynął deszcz bez końca. Nie łaska, lecz gniew. Wody wezbrały, zalały doliny, zmyły drogi i dumę ludzi. Niebo płakało razem z nią, aż cały świat stał się morzem.
I choć gniew okrutny targał jej ciałem, to gdzieś w zakamarkach duszy widziała jasne oblicze Peruna. I ono nie było jej przykre. Nie rozumiała tego. Czuła, że jej złość, która jeszcze jest wielka i potężna, zaczyna blednąć, słabnąć. Tymczasem Perun wśród fal i błyskawic zstąpił z nieba. Uniósł Dodolę w górę w samo serce chmur, by zatrzymać w niej burzę. Objął ją ogniem i zamknął w zamku z błyskawic, wierząc, że poskromi wodę.
Ale woda nie zgasła, tylko przestała spadać. Ziemia została sama. W głębi nieba deszcz wciąż istniał, lecz nie dotykał już świata. Strumienie wyschły, rośliny pochyliły głowy, a ludzie patrzyli w niebo z modlitwą. Nie wiedzieli, że ich pragnienie jest odbiciem pragnienia bogów. W więzieniu z chmur Dodola zamknęła oczy. Nie walczyła, tylko pozwoliła kropli spaść z rzęsy. Gdy łza dotknęła dłoni Peruna, ogień w nim zgasł, a w sercu rozlała się cisza. Zrozumiał, że nie można kochać, zatrzymując. Otworzył dłonie, a wraz z nimi otworzyło się niebo.
Dodola, którą on zaczął nazywać Perperuną, swoją żoną, powróciła na ziemię. Deszcz znów spadł na ziemię, miękki, łagodny, błyszczący jak oddech. Grzmoty przyjęły jego rytm, a błyskawice przestały ranić. Niebo i ziemia oddychały jednym sercem. Zrodziła się równowaga między płomieniem a wodą, gniewem i łaską. Zrodziła się miłość.
Od tej pory, gdy burza tańczy nad światem, ludzie wiedzą, że to oni, Perun i Perperuna, czyli Dodola, znów się spotkali. On w piorunie, ona w deszczu, spleceni w wiecznym kręgu. Niebo grzmi ich imieniem, a ziemia rodzi dzięki ich zgodzie. I tak trwa świat zrodzony z tańca wody i ognia, z miłości, która nauczyła się nie ranić. Tak kończy się legenda o Dodoli i Perunie. A gdy usłyszysz grzmot i poczujesz zapach deszczu, zatrzymaj się na chwilę. To nie gniew, to pocałunek dwojga bogów, którzy po burzy zawsze wracają do siebie.