Mówią, że kiedyś góry słuchały, a echo było duchem, który niósł słowa między niebem a ziemią. 🌄 Czantoria nie tylko słyszy. Ona odpowiada.
Gdy jeszcze drzewa mówiły ludzkim głosem, a echo było duchem, który nosił słowa między górami, świat ucichł. Była to wielka cisza, czas po wojnie bogów, kiedy niebo obraziło się na ziemię, a ziemia przestała słuchać.
Wtedy bogini Dziewanna, pani lasów i śpiewu, wyszła ze swojego boru i spojrzała na świat. Zobaczyła, że bez pieśni wszystko umiera. Drzewa stoją jak martwe, ludzie boją się snu, a zboża nie chcą rosnąć. Wtedy Dziewanna wzięła trzy oddechy. Jeden z rosy, drugi z wiatrów, trzeci z westchnienia ziemi i z tych oddechów urodziła trzy córki.
"Idźcie" – rzekła do nich – "i odnajdźcie górę, która słyszy. Tam, gdzie echo odpowie waszym głosom, tam zostaniecie. Waszym śpiewem obudzicie świat".
I ruszyły. Pierwsza miała włosy jak świt, złote i lekkie. Nazywała się Lea. Niosła pieśń życia i narodzin. Gdzie zaśpiewała, tam pękały lody, a spod nich wychodziły krokusy i zielone źdźbła trawy. Mówiła do ptaków, a one wracały z dalekich krajów.
Druga była Dana, o oczach jak głębokie jeziora. Jej głos był jak woda. Potrafił koić, ale i wezbrać w burzy. Kiedy śpiewała, rzeki przypominały sobie swoje koryta, a deszcz spadał na spragnioną ziemię.
Trzecia była Mira, cicha i poważna, z włosami ciemnymi jak zmierzch. Śpiewała pieśń ukojenia, tę, która zamykała dzień i prowadzi duszę do snu. Gdy śpiewała, zwierzęta kładły się spokojnie, a ludzie przestawali lękać się nocy.
Trzy siostry wędrowały długo przez święte lasy, przez mroczne doliny, przez góry, które nie chciały słuchać. Na każdej próbowały śpiewać. Lea śpiewała, ale echo milczało. Dana śpiewała, ale głos tonął w mgłach. Mira śpiewała, lecz cisza była jak kamień.
Aż w końcu doszły do miejsca, gdzie powietrze było czyste, a ziemia pachniała wodą i wiatrem. Na brzeg rzeki, którą ludzie dzisiaj Wisłą zwą, a miasto Ustroń nad nią leży. Tam też ujrzały wielką górę, weszły na jej szczyt i spojrzały w cztery strony świata.
"Spróbujmy tu" – powiedziała Lea. I zaśpiewała pierwsza. Jej głos poleciał nad lasami, przetoczył się po dolinach i wrócił. Echo odpowiedziało jak siostra, jak przyjaciel, jak drugi oddech. Potem śpiewała Dana, a z głębi doliny uniosła się mgła, niosąc jej głos po wodach. Echo znów wróciło, a gdy śpiewała Mira, góra zadrżała lekko, jakby obudziła się ze snu.
Wtedy wszystkie siostry pojęły, że to miejsce słyszy, że tu ziemia i niebo rozmawiają. I zostały. Przez siedem dni i siedem nocy śpiewały. Z ich głosów powstały potoki i wiatry. Kamienie zaczęły oddychać. Świat znów miał muzykę.
A kiedy Dziewanna zobaczyła, jak echo wraca do góry, uśmiechnęła się. "Niechaj ta góra nosi imię waszej pieśni" – rzekła. Bo "czantanie" to święty śpiew. Od dziś będzie się nazywała Czantoria.
Lata mijały, ludzie przyszli w góry, zbudowali chaty, a echo ich rozmów mieszało się z dawną pieśnią sióstr. Niektórzy mówili, że nocą wciąż można je słyszeć, jakby trzy głosy przeplatały się w powietrzu. Śpiew jasny jak świt, śpiew miękki jak deszcz i śpiew cichy jak sen.
Inni twierdzili, że to tylko echo, ale starzy górale wiedzą, że na Czantorii echo to nie echo, to odpowiedź. Bo kto tam zawoła z serca, temu góra odpowie. Nie słowem, lecz pieśnią.