← Legendy Słowian

Legenda o Biedzie

Oto legenda o istocie, co żywi się nie pustym garncem, jeno pustą duszą. Nie tam mieszka, gdzie brak, lecz tam, gdzie człowiek sam sobie świat zamyka.

Czy wiecie kim była Bieda? Pojawiła się dawno. Jeszcze za czasów gdy dym z palenisk prostą drogą ku niebu szedł, a ludzie więcej z ziemią niźli ze sobą rozmawiali. Wtedy to po wsiach i miedzach chadzała Bieda. Nie w dzień jasny, lecz o zmierzchu, gdy myśl człowiecza słabnie. Nie miała ona kształtu jednego. Jednym jawiła się jako kobieta sucha i zgarbiona w płachcie podartej. Gdzie stąpiła, tam chleb twardniał, ziarno pruchniało, a serca ludzi kamieniały. Drugim jako kamień przydrożny, żyjątko jakie lub inny drobny przedmiot, tak, by zainteresował on człeka i by w progi swoje go wniósł.

Bywało i tak, że ukazywała się jako chuda suka o wyleniałej sierści, co krąży nocą wokół obejścia, nie szczekając, jeno patrząc. Rankiem znajdowano ślady łap przy progach, a wraz z nimi uczucie, jakoby dom stracił swoją siłę. Starzy mówili, że w tej postaci nie po mienie ona idzie, lecz po ducha gospodarza. Ale obojętnie jaką postać przybierała Bieda, nigdy nie wdzierała się gwałtem. Stała u progów, czekała. A kto ją zaprosił skargą, narzekaniem albo chciwym spojrzeniem na cudze, temu wchodziła do izby bez pukania.

Był raz gospodarz imieniem Miłostek, co pole miał żyzne i bydło dorodne. Lecz gdy sąsiadowi lepiej się wiodło, Miłostek zżółkł na twarzy i rzekł: "Czemu jemu, a nie mnie? Czemu moja dola licha?" I tejże nocy Bieda siadła przy jego palenisku. Nie jadła, nie piła, jeno szeptała. Od szeptu tego ręce gospodarzowi ciążyły, a myśl mu się mąciła. Przestał wstawać o świtaniu, przestał doglądać pola, a gdy mu żona radziła, odpowiadał gniewem: "Po co się trudzić, skoro i tak nic z tego nie będzie?"

I tak Bieda rosła w izbie jego, a Miłostek malał. Aż przyszła wiosna, a on nie zasiał. Przyszło lato, a on nie zebrał. Przyszła zima, a ogień zgasł. I pewnej zimy sąsiedzi znaleźli jego połamane drewniane radło pośród pola, gdzie już młode brzozy wyrosły. Bydło chodziło samopas, wychudłe i zdziczałe, a w izbie myszy zagnieździły się w pościeli. Sam Miłostek siedział dniami pod ścianą, patrząc w jedno miejsce, tak że nawet gdy ogień wygasł i mróz wszedł do domu, nie podniósł się by drwa dorzucić. I rzekli ludzie: "To nie głód go zjadł, jeno Bieda, co w nim zamieszkała."

Lecz była i druga opowieść o wdowie Stanie, co niewiele miała, ale gdy biedak do drzwi zapukał, dzieliła się ostatnią skibką chleba. Gdy jej krowa padła, zapłakała, ale krótko, po czym rzekła: "Co było, to było jutro też dzień boży." Bieda przyszła i do niej, lecz nie znalazła miejsca, gdzie usiąść by mogła, bo w izbie czysto było. Ogień jasny, a w sercu wdowy miejsce na nadzieję. Postała tedy chwilę pod ścianą, aż skurczyła się jak cień przy wschodzie słońca i odeszła.

Tak to ludzie pojęli, że Bieda nie żywi się pustym garncem, jeno pustą duszą. Nie tam mieszka, gdzie brak, lecz tam, gdzie człek sam sobie świat zamyka. I odtąd starzy mawiali dzieciom: "Strzeż się Biedy, bo cicha jest i cierpliwa, lecz jeszcze bardziej strzeż się zwątpienia, bo ono jej drzwi otwiera.

🎦 Obejrzyj odcinek na Youtube 🎧 Posłuchaj na Youtube Music


Legendy Słowian 🎧🎦 PODCAST



🎦 Obejrzyj na Youtube 🎧 Posłuchaj na Spotify → 🎧 Posłuchaj na Youtube Music


Postaw kawę za:

small coffee icon 10 zł medium coffee icon 20 zł large coffee icon 35 zł

Wszystkie nasze podcasty

Legendy Słowian Bajki dla Naszka Historia mediów #MAMYNATORADĘ Na luzie o ciężkim Media History Dwornik.net | Polityka prywatności