Kto wie co to rodowyny? Powiadają starcy, a ja przekazuję, by pamięć o dawnych obyczajach nie zaginęła w mrokach czasu. Bo choć bogowie nowi wkraczają w nasze ziemie, jeszcze tchnienie rodu i rodzanic czuć w izbach, gdzie dziecię przychodzi na świat. A obrzęd ten rodowyny zwany, tak się odbywał w czasach prastarych.
Była noc głęboka, a wiatr świszczał w strzechach, jakby duchy lasu chciały zajrzeć do środka. W izbie, gdzie ogień nieledwie tlił się na palenisku, kobieta rodziła dziecię. Nad nią czuwała babka, mądra ta, co zna zaklęcia starsze niż pamięć ludzka i zioła, które same boginki jej objawiły. Babka dorzuciła do ognia bylicę i jałowiec. Dym wypełnił izbę wonią lasu, a ona kreśliła znak kręgu wokół paleniska, by żar odpędził mamuny, co na niewinne czychają.
Gdy dziecie przyszło na świat, jego krzyk przeciął noc jak błyskawica. Babka uniosła je ku górze, kubelką, dymem osmolonym i wyszeptała: "Rodzie ojcu, przyjmij to światło nowe pod opiekę swoją". Gospodarz, mąż kobiety, obwiązał próg czerwoną wełną, by żaden duch nieczysty nie wszedł, ani nie wyszedł. Czerwień ta była jak krew żywa, silna, odważna, odstraszająca. Gdy północ nadeszła, na stole położono chleb, miód i miseczkę mleka dla rodzanic. I choć nikt ich nie widział, każdy czuł, że powietrze zgęstniało, jakby trzy niewidzialne postaci stanęły przy kołysce, kreśląc los dziecka. Siedem dni minęło, a w tym czasie matka nie opuszczała izby, a dziecko strzeżone było jak skarb.
W siódmą porę babka oznajmiła, że czas rodowyn nadszedł i że dziecko stanie się członkiem rodu. W niewielkiej misie przygotowała wodę, do której wrzuciła rumianek, dziurawiec, piołun, liść dębu i liść lipy. Woda zapachniała łąką i lasem, jakby sama matka ziemia pochyliła się nad dzieckiem. Do misy trafiła srebrna moneta i jajko. Srebro przyciągnie pomyślność, a jajko da siłę żywota. A babka kreśliła znak spirali na powierzchni wody.
Dziecię zanurzono w wodzie, a babka mówiła słowa stare jak świat. Co złe, niech odpłynie, co dobre, niech zostanie. Niech Rod prowadzi, a rodzanice strzegą. Potem matka stanęła przy ogniu, a babka okadziła ją bylicą. Wracasz do ludzi, córko ziemi. Rzekła. Niech ogień spali strach, a Rod da ci siłę. Gospodarz otworzył drzwi izby, a babka wyniosła dziecko na próg. uniosła je ku niebu, ku słońcu, które właśnie wschodziło. Oto nowe światło w rodzie. Niech wiatr je zna, niech ziemia je przyjmie, niech słońce mu sprzyja.
Starcy rodu podchodzili kolejno, kładąc dłonie na głowie dziecka. Każdy mówił słowo, które miało moc. O mądrości, o sile, o długim życiu, o zgodzie z przodkami. A każde słowo było jak pieczęć na losie nowonarodzonego. Wieczorem rozpoczęła się uczta. Chleb krążył z rąk do rąk, miód lśnił w czarach, a lud śpiewał pieśni o rodzie i o rodzanicach. Dziecko spało spokojnie, bo jego los został zapisany, a duchy nakarmione i zadowolone.
Tak kończą się rodowyny, obrzęd dawny, który lud czcił, nim bogowie nowi przyszli zza mórz i rzek. A ja, co to opowiadam, czynię to by pamięć o przodkach nie zgasła, bo w niej siła rodu i mądrość dawnych czasów.
Bajarka Małgorzata
Małgorzata Dwornik
@Malgorzata78
Bard Bartłomiej
Bartłomiej Dworik
@bartlomiejdwornik