← Legendy Słowian

Legenda o Południcy

Słońce w zenicie to nie czas na bohaterstwo, jeno na pokorę. ☀️ Zobacz, dlaczego pradziadowie nasi bali się południa bardziej niż nocy.

Chcesz wiedzieć, kim była Południca i dlaczego lud wymawiał jej imię z lękiem, lecz także z szacunkiem? Opowiem ci zatem historię tej istoty, która żyła niegdyś między łanami. A kto wie, może i bać się jej przestaniesz?

Było to w epoce, gdy człek jeszcze słuchał ziemi, nie kaleczył jej stalą ni hałasem, ale kto zlekceważył południową godzinę, tego spotykał los srogi i nagły. Mówiono, że w samym sercu dnia, gdy powietrze drży jak rozpalone żelazo, ziemia przestaje oddychać. Wtedy właśnie wychodzi ona. Nie z lasu, nie z chmury, lecz z samego słońca spływa. Wysoka, smukła, w bieli tak jasnej, że aż oślepia. Włosy jej jak len, lecz twarde jak promień. Oczy jak tafla rozgrzanego jeziora. Kto w nie spojrzy, widzi niebo i własny strach. Nie stąpa, jeno płynie nad zagonem, a gdzie przejdzie, kłosy uginają się jak pod wiatrem, lecz bez wiatru.

Był raz chłop, młody i butny, co nie wierzył w szept starych. Pracował dłużej niż inni, by sąsiadów prześcignąć i zbiorem się pysznić. Gdy południe biło, nikt nie śmiał kroku uczynić. Wszyscy w cieniu lip siadali, wodą twarz chłodzili. On zaś śmiał się, że to bajki dla bab. "Nie, słońce mnie nie złamie, jeno lenistwo" – mówił, a dłońmi zgarniał snopy, póki pot nie spływał mu po plecach jak strumień.

Słońce wspięło się w zenit, powietrze stanęło, zboże zafalowało, choć wiatr nie dmuchał. A z tego blasku wysunęła się ona. Południca. Stanęła przed nim biała, wysoka, nieruchoma. Głos jej był jak brzęk sierpa o kamień: "Czemuś nie uszanował świętej godziny?". Chłop się roześmiał: "Bo roboty nie odkładam, a i ciebie się nie boję". Ona zaś skinęła głową, a włosy jej zaszumiały jak kłosy przed burzą. "Nie boisz się, bo nie wiesz jeszcze, czym jest strach. Nie znasz miary".

Zbliżyła się, a cień jej padł na jego ręce. Tam, gdzie dotknęła, siła znikła jak rosa. Kolana ugięły się, oczy pociemniały, chłop padł w zboże, a Południca pochyliła się nad nim, jakby chciała spojrzeć w jego duszę. "Nie dla gniewu przyszłam, lecz dla przestrogi" - wyszeptała. "Kto ziemię kocha, temu trzeba i słońce czcić, i cień szanować". Potem znikła.

Gdy wieczór nadszedł, znaleziono go leżącego wśród łanów, bladego jak popiół. Żył, lecz słów nie mógł rzec, tylko szeptał: "Stała przede mną jak południe samo...". Od tej pory lud wiedział: południowa godzina to nie czas człowieka, lecz czas Ziemi i Słońca. Kto wtedy pracuje, ten narusza równowagę. Mówiono, że Południca chodzi wciąż od zagonu do zagonu, tam, gdzie echo sierpa cichnie. Pyta tych, co ją spotkają, o rzeczy proste: "Czy miarę znasz? Czy przerwę dajesz dłoni, co orze ziemię? Czy wdzięczny jesteś słońcu, które cię grzeje, a nie pali?".

Kto drwi lub milczy z pychy, temu oczy mroczy, głos więźnie w gardle, a popiół w dłoniach trzymać będzie zamiast ziarna. Lecz kto odpowie z pokorą, temu chłód spłynie po czole, a serce stanie się lekkie. Bo Południca nie jest zła. Jest cieniem słońca, strażniczką równowagi, opiekunką zmęczonych. Strzeże, by człowiek nie stał się niewolnikiem własnej gorliwości.

Tak też powiadali starzy, że południe to nie czas orki, lecz modlitwy, nie czas trudu, lecz tchnienia. Kto to rozumie, temu kłosy rosną bujnie, a dom chłodny pozostaje nawet w największy żar.

🎦 Obejrzyj odcinek na Youtube 🎧 Posłuchaj na Spotify → 🎧 Posłuchaj na Youtube Music


Legendy Słowian 🎧🎦 PODCAST



🎦 Obejrzyj na Youtube 🎧 Posłuchaj na Spotify → 🎧 Posłuchaj na Youtube Music


Wszystkie nasze podcasty

Legendy Słowian Bajki dla Naszka Historia mediów #MAMYNATORADĘ Na luzie o ciężkim Media History Dwornik.net | Polityka prywatności