Jak gnuśny młodzian w leśne straszydło się przemienił? 🌳 Ukarała go potężna Dziewanna, i teraz on porządku w lesie pilnuje.
W dawnych czasach, kiedy to jeszcze bogowie rządzili nad światem, nad łąkami i lasami, czuwała bogini zwana Dziewanną. Piękna to była pani i bardzo wszechstronna, bo i szatę umiała uszyć, a i z łukiem obchodziła się jak wytrawny, myśliwy. Umiała też ujarzmić żywioły, które nieraz dużo złego z sobą niosły.
Pozwalała Dziewanna korzystać ludziom z dobrodziejstwa lasów. Mogli grzyby i jagody zbierać, przed zimą gałęzi suchych poszukać. Tylko niszczyć przyrody nie pozwalała. Za każdą złamaną gałązkę, za rozdeptanego grzyba, choćby i niechcący, ścieżki ludziom myliła, żeby nie mogli szybko do domu wrócić.
W jednej wsi, nieopodal lasu, mieszkał młodzian zwany Leszy. Oj, obibok był z niego nie lada. Kiedy ciepło było, na ławie przed domem leżał, a kiedy zmarzł, na piec w izbie właził. Gdy inni ciężko w polu pracowali, on wylegiwał się na stogach, bo robota go nie lubiła, a i on robotą gardził.
Pewnego razu zachciało się młokosowi malin i jagód pojeść. Aż cud, że z ławy zlazł i do lasu pomaszerował. Długo łaził po lesie, to w prawo, to w lewo skręcał, ale przysmaków nie znalazł. Zrobił się nie tylko głodny, ale i zły, bo i drogę do domu zgubił. W tej złości zaczął gałęzie drzew łamać, grzyby i jagodziny deptać, kamieniami i patykami w ptaki rzucać.
Nagle piękna pani przed nim stanęła. Włosy w warkocze zaplecione miała. Wianek z zielonych liści na głowie, łuk w ręce i kołczan ze strzałami na plecach. Piękna była, ale minę miała tak złą i oczy jej ogniami płonęły. Przestraszył się chłopak okrutnie, padł na kolana i o wybaczenie zaczął prosić, bo domyślił się, że sama Dziewanna przed nim stoi. Ale pani lasów łaski nie znała. Skazała młodzieńca na zatracenie. Nie wyjdzie z boru, dopóki nie pojmie, co zrobił, a wszystko, co zniszczył nie powróci z powrotem do życia.
Pani swoje powiedziała i w las odeszła. A młodzian? Na powalonym drzewie przysiadł i rozmyślał, jak poradzić sobie z karą Dziewanny. Siedział i myślał, aż noc go zastała, a potem dzień i kolejna noc. Tak długo siedział i to w bezruchu, że ptaki z drzewem go pomyliły i we włosach gniazdo mu uwiły.
Długo myślał, aż pojął swoją winę. Wstał i w las poszedł. Zaczął krążeć po lesie i zwierzętom pomagać. Wnyki usuwać, połamane przez wiatr, gałęzie i konary ze ścieżek sprzątać. Z drzewami gadał, jagody podjadał, niedźwiedziom futra czyścił. Zaczął mchem obrastać. Z gniazdem ptasim na głowie już ciągle chadzał, a cienkimi konarami stopy obwiązał, żeby mu podarte łapcie nie pospadały. Teraz on porządku w lesie pilnował.
Kiedyś do swojej wsi trafił, popatrzył na pracujących ludzi, na bawiące się dzieci. Głową pokiwał i do lasu wrócił. Tam mu było najlepiej. Przez kolejne lata żył w zgodzie z przyrodą. Mchem i korą obrastał, a wielki i barczysty się zrobił, że wilki i niedźwiedzie przed nim w gęstwinie się chowały. Kiedy ludzie czasami spotykali go na drodze, a on chciał drogę do domu im wskazać, to uciekali z przestrachem, bo groźnie wyglądał cały zielony od mchu ze splątanymi zielonymi włosami i skórą niedźwiedzia na grzbiecie.
We wsi ludzie gadali, że Dziewanna Leszy ukarała, ale nie bardzo wiedzieli, on to czy nie on. Ale i tak zaczęli "Leszy" mówić na to straszydło leśne i dzieci nim straszyli. A Leszy? A Leszy szczęśliwy po lasach wędrował, Dziewannie pomagał i nawet mimo swojego strasznego wyglądu do baśni i legend ludzkich trafił.