← Legendy Słowian

Legenda o Dzikim Gonie

Lud Lechitów od wieków szeptał o orszaku, który pędził po niebiosach. 🌘🌌 Nazywano go Dzikim Gonem, a widok jego zwiastował klęskę i nagłą śmierć.

W owych zamieszłych wiekach, gdy dąb święty rósł w każdej kniei, a wieszcze czytali wolę bogów z trzasku ognia, lud Lechitów szeptał o orszaku, który pędził hen po niebiosach rychło przed zimą. Nazywano ów pośpiech Dzikim Gonem albo Dzikimi Łowami, bo był to pościg i łowy dusz zbłąkanych, a widok jego zwiastował klęskę i nagłą śmierć.

Na czele gonu stał Weles, pan Nawii i trzód, bratni wróg Peruna. Gdy zasępił się nieboskłon, Weles dosiadał czarnego rumaka o sześciu kopytach, rogi byka zatykając w czapę, a w dłoni dzierżąc sękatą buławę. Za nim sunęły dusze rycerzy poległych bez pochówku oraz wilki, co pożerały księżycowy blask.

W osadzie pod Łysą Górą żył natenczas młodzian imieniem Boguchwał. Syn cieśli, wielki siłacz i jeszcze większy pyszałek. Kochał się w rozgłosie. Gdzie zaszeleściło runo, tam pierwszy biegł z oszczepem. Gdzie zabrzmiała pieśń, tam chwalił swe czyny, licząc, że echo poniesie jego imię po świecie.

Na jesieni, gdy liść rubinowy spada, przybył do wioski wieszcz starowieczny, Wernykiem zwany. Przesiadł u ogniska i szeptał o dzikim gonie. Orszaku duchów pod wodzą Welesa co gna nocą między Dziadami a Szczodrymi Godami. Kto wykaże mu pokorę, ocaleje. Kto wzgardzi, ten w zniszczeniu pada. Słuchał tego Boguchwał i roześmiał się hardo. "Jeźdźcy i strachy. Ha, pokażcie mi ich, a przywiodę z sobą choć jednego rumaka, by przed chatą moją kopytem grzebał." Starzec ostrzegł: "Synu, gon nie służy pysze. Duchową jest próbą. Obejdź go, skłoń głowę, a przeżyjesz. "Nie po to zrodziłem się silny, by się korzyć." Odparł młodzian i splunął w płomienie.

Nadszedł czas Dziadów. Kiedy kur zapiał trzeci raz, zerwał się wiatr od północy. Leszczyna pokłonięła się ziemi, a chmury zsunęły na Księżyc czarną zasłonę. Wtem gromy zabrzmiały bez błyskawicy. Psy we wsi zaczęły skomleć, a z gór wypłynął wrzask rogów i łomot tysięcznych kopyt. Boguchwał, uzbrojony w oszczep z żelaznym grotem pobiegł na wzgórze nad torfowiskiem. Tam ujrzał widowisko straszliwe, galopującą ciemność. W niej jeźdźców bez oczu, psy ogniste z trzema paszczami, a przed nimi sam Weles na byczym rumaku.

Nie drżał sercem, lecz pysznił się. "Jam cię tu czekał, książę Nawii!" krzyknął. "Daj rumaka, a okryje twe imię chwałą". Weles skinął włochatą głową. Jeden z jeźdźców wyłonił się z mroku, prowadząc karego konia. Z grzywy sypały się iskry. Bies podał wodzę młodzianowi i rzekł głosem zimnym jak zwęglone drewno: "Jedź z nami, a sława twoja w całym świecie zabrzmi." Boguchwał upojony dosiadł bestii. tej chwili rumak wzniósł się w powietrze, a ziemia znikła spod kopyt. Wiatr ciął twarz jak noże z lodu, a ogień syczał w uszach. Wieszcz prawdę mówił. Czas w Dzikim Gonie bieży inaczej. Jedna noc w orszaku była stu laty na ziemi.

Kiedy zorza pierwsza przełamała ciemność, koniec łowów ogłoszono. Jeźdźcy rozpłynęli się w Nawii, a Boguchwał spadł jak kamień na rodzinne pole. Wstał oszołomiony, lecz już nie hardy. Broda mu urosła aż do pasa, plecy skarbiły się, a w sękatej dłoni pozostała garść zimnego popiołu. Ostatni pył z grzywy piekielnego rumaka.

Poszedł do wioski, lecz nie poznał chat ani ludzi i lud nie poznał jego. Dawny dom spruchniał, ojciec i matka leżeli w mogile, a nad grodziskiem wyrósł gąszcz pokrzyw. Usiadł Boguchwał i zapłakał. Wtem stanął przed nim ten sam wieszcz Wernyk, dziwnie mało postarzały. "Poznałeś pychę, synu?" Spytał łagodnie. "Pychę i pustkę" wyszeptał starzec-młodzian. "Jam chciał sławy, a oto sam zostałem z popiołem."

Wernyk wyjął z kiszki woreczek z ziarnem żyta i rzekł: "Rzuć popiół w ziemię, zalej gorzką łzą, wsiej ziarno, a może wyrośnie z niego nowe życie. I pamiętaj, kto goni cień chwały, traci światło, lecz kto sieje, ten zbiera." Boguchwał posłuchał. Wrzucił popiół w ziemię u stóp Łysej Góry. Po roku wyrosło tam pole bujne, a ludzie wybudowali nową osadę. Boguchwał, już wolny od pychy, opowiadał, jak to pyszałek w gon za sławą poszedł, a okupił go samotnością.

I choć kuszą szlaki, co błyszczą jak stal, trzeba serca pokornego i pracy cierpliwej, by zyskać prawdziwą chwałę. Taką, której nie porwie ani wiatr Dzikiego Gonu, ani ząb czasu.

🎦 Obejrzyj odcinek na Youtube 🎧 Posłuchaj na Spotify → 🎧 Posłuchaj na Youtube Music


Legendy Słowian 🎧🎦 PODCAST



🎦 Obejrzyj na Youtube 🎧 Posłuchaj na Spotify → 🎧 Posłuchaj na Youtube Music


Wszystkie nasze podcasty

Legendy Słowian Bajki dla Naszka Historia mediów #MAMYNATORADĘ Na luzie o ciężkim Media History Dwornik.net | Polityka prywatności