Pierwszym spośród bogów, co wiódł pieczę nad niebem, był Perun, syn Swaroga, władca gromu, piorunów i prawa.
A tak to starzy kronikarze opowiadają, z łuskanej kory lipowej swe słowa spisując, iż pierwszym spośród bogów, co wiódł piecze nad niebem, był Perun, syn Swaroga, władca gromu, piorunów i prawa. Gdy świat był jeszcze miękki, jak świeże ciasto, Swaróg, boski kowal, kuł nad głową sklepienie niebios. Z jednej iskry, co spadła z jego kowadła, wybuchnął płomień biały i przybrał postać dziecięcia. Tak zrodził się Perun.
Ledwie ujrzał jutrzenkę, już w dłoni ściskał młot ukuty z nagiego ognia, a pod stopą kształtowały się skały. Tupnął raz. Powstała góra. Tupnął drugi raz. Trysnęło źródło. Westchnął. Poszły wichry czesać chmury jak koźlęcą wełnę. Swaróg rzekł do syna: Jam nadał kształt stworzeniu, lecz ty, straż, sprawuj. Sprawiedliwością będzie twój piorun, a prawem twój topór. Perun skłonił głowę i zatknął oręż w koronę najstarszego dębu. Od tej chwili dąb stał się święty, szumiąc modlitwami liści, a piorun miał karcić krzywoprzysiężnych i pyszałków.
W głębi ziemi wił się Weles, rogaty żmij, pan wód i trzód, strażnik Nawii. Zazdrość kipiała w nim jak gar skrzepłego mleka. Pod postacią czarnego smoka wynurzył się z jam i skradł boskie krowy, które poiły rzeki deszczem. Ziemia jęknęła pragnieniem. Zagonki popękały, a lud wzniósł oczy ku niebu, prosząc o ratunek. Perun uniósł wzrok ku bladym polom i złożył uroczystą przysięgę. Nie spocznę ni na chmurze, ni na gałęzi, póki zdrajca nie odda wód. Wsiadł na konia utkanego z letnich obłoków. W pasie kołysało mu się siedem błyskawic, każda ostrzejsza niż cień żelaza.
Pierwszą rozerwał mgły, odsłaniając gniazda Welesa.
Drugą rozłupał skały, by uwięzione w nich strumienie mogły wypłynąć.
Trzecią spalił zgniliznę powietrza, wypędzając morowe zaduchy.
Czwartą roztrzaskał kajdany, którymi Weles skuł deszczowe chmury. Wtedy lunął oczyszczający deszcz, niosąc życie spragnionej ziemi.
Piątą wyłamał smocze kręgi i zamienił je w pasma granitowych gór, by na wieki znaczyły klęskę wroga.
Szóstą skruszył rogi żmija, by nie kłuły kopuły niebios.
Siódmą zamknął bramy pod ziemi, aż Weles co roku czekać musi na odwilż, by pełznąć ku światu.
Huk ucichł, a w sercu burzy zabrzmiało rżenie konia Peruna, donośniejsze niż wesele. Deszcz wrócił na łany, obmył popiół i przyniósł nową zieleń. Łaskawy bogun zesłał ludowi trzy dary. Iskrę odwagi, kto ją nosi w sercu, nie zlęknie się tyrana, ni najezdnika. Ziarno roztropności, by człek ważył słowo przed wymową, a spór przed mieczem. Gromienną strzałę, kamień, co spada po błyskawicy i chroni dom od pożogi, jeśli spocznie pod progiem. Przodkowie zbierali owe kamienie z pól, osadzali nad wrotami i przekazywali z ojca na syna. Kiedy grom trząsł chatą, gospodarz uderzał talizmanem w belkę, wołając: Perunie, daj pokój! I burza ustępowała.
A jednak żył ongi kniaź, który rósł w pychę jak cis w cień. Chcąc tron potężniejszy od wszystkich, kazał ściąć najstarszy dąb, mimo przestróg wołchwów. Topór zarył się w pień. Czarne ptaki zerwały się, a niebo zadrżało jak bęben wojenny. Nocą spadł grom. Ogień runął z niebios, niszcząc pałac, stajnie i skarbce, grzebiąc kniazia w popiele. Rankiem lud znalazł tylko zwęglone berło i ziarenko żyta, jakby Perun szeptał: Z pychy rodzi się nicość, lecz w popiele kiełkuje pokora.
Na spopielonym wzgórzu wyrosły potem łany bujne, a nowy władca, nauczony pokorą, pod dębem składał ofiary z miodu i chleba, prosząc o łaskę deszczu. Przyszły czasy chrztu. Srebrne dzwony huczały, a posągi bogów strącano w rzeki. Drewniany bożek Peruna popłynął nurtem Wisły, lecz lud szeptał: Woda to żywioł Welesa, gromowładca powróci w burzy.
I wracał każdej letniej nocy, gdy niebo rozdziera błysk. Matki otwierają okna, by piorun oczyścił izby, a starcy widzą we śnie, jak Perun znów ściga rogatego węża. Burza więc nie jest postrachem, lecz przypomnieniem ładu. Deszcz po suszy, światło po mroku, sprawiedliwość po występku. Grom Peruna nie niszczy dla zabawy. Karci krzywdę, przepędza zgniliznę i poi ziarno. Ziemia jest weselna, lecz wesela nie ma bez pracy i bez prawa, a prawo to Perun. Wiecznie czujny, wiecznie sprawiedliwy.