Nie orężem, a fortelem wroga zmożył. 🛡️ Posłuchaj, jak młody psotnik wielkich rycerzy w pole wyprowadził i przez to miano Lestka w oczach ludu i potomnych zyskał.
Czy zastanawialiście się kiedyś, jak potoczyły się losy Ziemowita, syna Piasta Kołodzieja i Rzepichy? Został władcą naszych starych ziem. Nie wiadomo, jak miała na imię jego żona, ale syn nosił imię Leszek. Krótko je nosił, bo… A, zacznijmy od początku.
Leszek, choć był jedynym dziedzicem, wcale nie zachowywał się jak książę. Biegał po grodzie, robiąc psikusy mieszkańcom. A to wodę w studni zmącił, a to cukier z mąką kucharce zamienił. Właził na palisadę, czym bardzo wojów ojca drażnił. Utrapienie wszyscy z nim mieli, ale najbardziej lubił Leszek błąkać się po puszczy. Tam, trafiając na leśne znaki wskazujące ścieżki, brody czy polany, przekręcał je, zamieniał. Czasem robił z nich własne łamigłówki.
Pewnego razu do Ziemowita dotarła wiadomość, że widziano obcych na zachodnich szlakach. Władca zebrał starszyznę grodu, aby omówić strategię obrony i plany w razie ataku. Nazajutrz, gdy mgła jeszcze nie zeszła z polany, Leszek wymknął się do lasu. Wędrując wśród drzew, ujrzał konnych rycerzy z dalekich stron. To byli zwiadowcy. Twarze mieli ogorzałe, oczy czujne, a ich zamiary… wiadomo! Niecne.
Leszek pomyślał chwilę, a potem ruszył biegiem tam, gdzie stał pierwszy znak, na który jeźdźcy musieli trafić. Przekręcił go i czekał. Jeźdźcy skierowali się tam, gdzie znak pokazywał i znaleźli się po końskie brzuchy w bagnie. W całym lesie słychać było przekleństwa, chlupot, trzask gałęzi, jakby ziemia pożerała ich buty. Źli zawrócili i trafili na kolejny znak, także przekręcony. Wjechali do jaru, którego wejście wyglądało jak naturalna brama, ale kończyło się skalną ścianą.
Zwiadowcy uznali, że ktoś z nimi igra. A kiedy dzięki kolejnemu fałszywemu kierunkowi trafili do gawry niedźwiedzia, oj, wiedzieli już na pewno, że te lasy nie są dla nich przychylne. Dzięki podstępowi Leszka obcy zwiadowcy kręcili się w kółko po lesie, a to wpadając w bagna, a to w ostre krzaki malin i jeżyn lub na skaliste ściany głębokich wąwozów.
Ziemowit, zawiadomiony przez syna o sytuacji w podzamkowym lesie, ruszył ze swoją drużyną i pojmał nieprzyjaciela. Do końca grupa zwiadowców nie wiedziała, czy to człowiek wodził ich po lesie, czy po prostu mieli pecha. Gdy obcych pojmano, Ziemowit wezwał syna. Wszyscy oczekiwali krzyków, kar, zakazów. Ale władca popatrzył długo na Leszka, aż w końcu uśmiechnął się i powiedział: „Dziś twoje psoty ocaliły gród”.
A kiedy mieszkańcy zebrali się na placu zamkowym, najstarszy ze starszyzny powiedział: "Leszek to imię dobre dla nicponia, ale ten, kto potrafi tak zwodzić, mylić i wodzić przeciwnika w tańcu, powinien nosić imię Lestek, czyli ten, który działa chytrze. Ten, który zwodzi."
I tak z chłopca, któremu tylko psoty były w głowie, narodził się Lestek, przyszły sprytny władca Polan, który według Gala Anonima czynami rycerskimi dorównał ojcu w zacności i w odwadze. A! I był dziadem Mieszka I.