Czy coroczne dożynki to współczesne święto? Otóż nie. Już przed wiekami obchodzono wyżynki, obrzynki, wieńce czy okrężne. A wszystkie te nazwy zależnie od regionu oznaczały jedno: święto plonów. Czy ten obrzęd wyglądał tak jak dziś? Hmm, sprawdźmy. Zapraszam na słowiańskie dożynki.
Słońce powoli chyliło się ku zachodowi, a nad złotymi łanami unosił się zapach świeżo skoszonego zboża. Tego dnia nikt nie spieszył się do domu. Kończyły się żniwa, najważniejsza praca całego roku. Gdy nadszedł właściwy moment, najstarsza kobieta ze wsi ostrożnie ścięła ostatnią garść kłosów. Czyniła to powoli i z szacunkiem, jakby żegnała starego przyjaciela. Z tych kłosów związano ostatni snopek, znak zakończonych żniw i symbol urodzaju. Miał spędzić zimę w stodole, chroniąc w sobie siłę przyszłych zbiorów.
Na środku pola pozostawiano jednak niewielką kępę nieskoszonych kłosów. Nie był to przypadek. Wierzono, że właśnie tam ukrył się Polewik, opiekun pól, który przez całe lato czuwał nad dojrzewającym zbożem. Ostatnie źdźbła pozostawiano mu na schronienie, by nie odchodził rozgniewany i powrócił wraz z następną wiosną. Kobiety zasiadły do wyplatania wieńca. Splatały złote kłosy pszenicy, żyta, jęczmienia i owsa z polnymi kwiatami, czerwonymi owocami jarzębiny oraz długimi kolorowymi wstążkami. Każdy splot był podziękowaniem dla ziemi, która po raz kolejny nakarmiła ludzi. Wieść o zakończeniu żniw szybko obiegła całą osadę.
Mieszkańcy ubrali odświętne stroje i zgromadzili się na skraju pola. Tego dnia nie było bogatych ani biednych. Wszyscy świętowali jednakowo, bo plony były darem dla całej wspólnoty. Na czele barwnego korowodu niesiono wieniec i ostatni snopek. Za nimi podążali muzykanci, dzieci, gospodarze i żniwiarze. Rozbrzmiewały pieśń, śmiech i dźwięk bębnów. A pochód powoli ruszył przez pola. Zanim jednak wrócono do wsi, uczestnicy obeszli zżęte łany. Dziękowali ziemi za jej hojność i prosili, by również w następnym roku obdarzyła ludzi obfitym urodzajem. Wierzono, że dopóki pamięta się o ziemi, ona nigdy nie zapomni o człowieku.
Po zakończeniu obrzędu starszy rodu uniósł dłonie nad wieńcem. Wypowiedział słowa wdzięczności skierowane do bogów, przodków i wszystkich sił natury, które przez cały rok czuwały nad ziarnem. W ciszy słuchano każdego słowa, bo od nich miała zależeć pomyślność przyszłych zbiorów. Następnie wieniec uroczyście przekazano najstarszemu gospodarzowi. Zawisł pod belką jego domu, gdzie miał czekać aż do kolejnych żniw, przypominając, że dostatek rodzi się z pracy, cierpliwości i szacunku dla ziemi. Potem na stół wniesiono wielki pachnący kołacz upieczony z mąki z nowego ziarna. Gospodarz odłamał pierwszy kawałek i podał go najstarszemu z obecnych. Chleb krążył z rąk do rąk, aby każdy mógł skosztować daru tegorocznych zbiorów.
Kiedy obrzędy dobiegły końca, rozpoczęła się uczta. Stoły uginały się od chleba, kasz, miodu, serów, warzyw i owoców. Jedzono, wspominano trud żniw i dziękowano za to, że nikomu nie zabraknie pożywienia podczas nadchodzącej zimy. A gdy zapadł zmierzch, rozbrzmiała muzyka. Rozpalono ogniska, a wokół nich wirowały tańce i śpiewy. Radość mieszała się z nadzieją, że następny rok okaże się równie hojny jak ten. Wieniec i ostatni snopek pozostawały jako strażnicy przyszłego urodzaju. Z ich kłosów zachowano najpiękniejsze ziarna. Kiedy po wielu miesiącach nadejdzie pora pierwszego siewu, wróci na pole zamykając stary i rozpoczynając nowy krąg życia.
Właśnie tym były słowiańskie dożynki. Nie tylko zakończeniem żniw, lecz także obietnicą, że po każdej jesieni znowu nadejdzie wiosna, a z jednego ziarna odrodzi się nowe życie. A dziś? Jak myślicie? Chyba chodzi o to samo.
Bajarka Małgorzata
Małgorzata Dwornik
@Malgorzata78
Bard Bartłomiej
Bartłomiej Dworik
@bartlomiejdwornik